Czy kupowanie aut zabytkowych na aukcjach jest bezpieczne?

Zdjęcia: RM Sotheby's, Bonhams, Barrett-Jackson, Mecum
Mecum Auction 1 (Zdjęcia: RM Sotheby’s, Bonhams, Barrett-Jackson, Mecum)

Wielu kolekcjonerów kupuje samochody klasyczne na aukcjach, bo ma upodobanie do uprawianego publicznie hazardu. Inni czynią to dlatego, że wydaje im się, iż w takich miejscach zakupy są bardziej bezpieczne. Kto ma rację?

Warto mieć kogoś kto ostudzi emocje

Doświadczenie pokazuje, że prawda leży pośrodku. Faktycznie udział w aukcji, szczególnie “na żywo”, a nie przez internet czy za pośrednictwem innego medium, może stymulować ludzi, którzy potrzebują współzawodnictwa, konkurencji, poczucia zwycięstwa. Trudno dyskutować o takich psychologicznych potrzebach, może warto tylko wspomnieć o tym, że podobnie jak przy nurkowaniu, warto na aukcję wybrać się z kimś. Z kimś życzliwym, kto w stosownym momencie ochłodzi entuzjazm osobnika zaślepionego wizją posiadania upragnionego pojazdu.

Szanowana firma i znane auto = małe ryzyko

W przypadku poważnych, szanowanych firm aukcyjnych w rodzaju RM Sotheby’s czy Bonhams ryzyko jest niewielkie. Zazwyczaj dba się o dokumentację, często jest tak, że sprzedawane auto jest powszechnie znane wśród kolekcjonerów i w zasadzie żadnych jego niedostatków ukryć się nie da. O ile auto jest powszechnie znane, to trudno coś sfałszować w jego historii – to tak jak ze słynnymi dziełami sztuki. Specjalistom nie da się wmówić, że namalował czy wyrzeźbił je ktoś inny, albo że eksponowano je w Uffizi, a nie w muzeum miejskim w Dolnej Wólce.

Barrett Jackson Corvette-L8 (Zdjęcia: Barrett-Jackson)

Dobrze poradzić się prawnika

Gorzej z autami, które są jednymi z wielu egzemplarzy jednego typu. W ich przypadku często zdarzają się wielce kreatywne opisy ich proweniencji, aczkolwiek i ich autorzy muszą powstrzymać się od przekraczania granic wiarygodności – jeżeli na przykład twierdzą, że w przeszłości właścicielem sprzedawanego auta był jakiś celebryta, muszą przedstawić na to dowody w postaci fotografii lub dokumentów. Tak czy owak, nie można do końca wierzyć we wszystkie zapewnienia z aukcyjnego katalogu – organizator aukcji nie bierze odpowiedzialności za wady prawne czy nieścisłości w dokumentach dostarczonych przez właścicieli pojazdów (warto przeczytać drobny druk i/lub poradzić się prawnika przed udziałem w aukcji).

Kupujesz na amerykańskiej aukcji? Uważaj

Mniej wybredne, działające w sposób bardziej masowy firmy aukcyjne, szczególnie te z rynku amerykańskiego, organizując wielkie eventy, na których w ciągu jednego dnia sprzedaje się kilkaset samochodów, nie zwracają uwagi na drobiazgi, ani nie sprawdzają szczegółowo wszystkich samochodów. Trzeba to zrobić samemu. Miałem do czynienia z kupionymi na takich aukcjach rzekomo “w pełni odrestaurowanymi” samochodami, które na odremontowane wyglądały tylko z daleka. Powierzchowne niby-naprawy zrobiono tak, by nabrać zachwyconego “muscle carami” laika.

Przeprowadzone prawdopodobnie w Meksyku pospieszne pseudo-remonty sprawiły, że każde z aut, użyte do normalnej jazdy, zaprowadziłoby nowego właściciela na cmentarz. Przykłady? Bardzo proszę.

  • Łożyska igłowe naprawione kawałkami gwoździ ze śladami ucinania szczypcami
  • Odlewany z aluminium kolektor wydechowy w końcowej części układu wydechowego, z ogromnymi dziurami tuż pod umieszczonym z tyłu wlewem paliwa
  • Przekładnia kierownicza ze śrubami mocującymi, które odkręciłem palcami
  • Całe podwozie polakierowane na czarno z chorymi ilościami sprayu miedzianego wszędzie tam, gdzie się go nie stosuje – ale na laikach robiło to wrażenie pięknie wykończonego auta

Odremontowanie takich samochodów do postaci nadającej się do bezpiecznego użytkowania zwykle kosztuje więcej, niż za nie zapłacono na aukcji, a ich wartość rynkowa nie wzrasta.

RM Sotheby’s Elkhart auction (Zdjęcia: RM Sotheby’s)

Aukcje samochodów zabytkowych w Europie

Europa też nie jest wolna od aut, które można sprzedać tylko w pośpiechu i gorączce, czyli na aukcji. Trafiłem raz na aukcji w Berlinie na bardzo poszukiwany egzemplarz wczesnego VW Transportera z nadwoziem typu furgon bez szyb, czyli Kastenwagen. Na pierwszy rzut oka wyglądał pięknie, pokryty lśniącym siwym lakierem, gładziutki i pachnący. Ale ostro świecący z góry reflektor zwrócił moją uwagę na dziwną rysę na burcie nadwozia – okazała się ona wynikiem pękania grubej, choć świetnie położonej, warstwy szpachli poliestrowej. Z każdym dniem przedaukcyjnej wystawy pęknięcie powiększało się. Gdy zwróciłem na nie uwagę przedstawicielowi domu aukcyjnego, ten kazał wyłączyć reflektor… Wczesne VW Transportery bardzo trudno jest dobrze wyremontować, jest to pracochłonne zadanie (wynika to z niedopracowania oryginalnej konstrukcji). Są one jednak bardzo lubiane i poszukiwane, co skłania ludzi bez skrupułów do preparowania odpicowanych, lecz nietrwałych egzemplarzy.

Atmosfera aukcji sprzyja podejmowaniu pochopnych, ryzykownych decyzji. Poważna, elegancka aukcja w pięknym otoczeniu może się zakończyć udanym, korzystnym zakupem – ale może też oznaczać początek kłopotów. Warto o tym pamiętać.

Total
1
Shares