Nowy SUV do 100 000 zł, co wybrać? A może używane premium?

Nowy SUV to marzenie wielu, sprawdzamy co można znaleźć na rynku w cenie do 100 tysięcy złotych. Okazuje się, że wybór jest całkiem spory.
SUV
(fot. Shutterstock)

SUV-y są modne. Truizm? Raczej rynkowy fakt. Sytuację tego segmentu na rynku doskonale pokazuje fakt, że w pierwszym kwartale feralnego, pandemicznego roku 2020, segment aut SUV, był jedynym, którego sprzedaż (spośród aut osobowych) rosła. Na jakie nowe auta z tego segmentu możemy liczyć dysponując budżetem 100 000 zł (lub stosownym ekwiwalentem finansowym, czyli zdolnością do spłacania rat kredytu/leasingu za auto o tej wartości)? Oto naszych 10 propozycji + jedno auto z rynku wtórnego – również SUV oczywiście.

Mitsubishi Eclipse Cross – od 98 490 zł

Mitsubishi Eclipse Cross 2020
Mitsubishi Eclipse Cross (fot. Mitsubishi)

Na początek propozycja z japońskiej motoryzacji. Za podaną wyżej kwotę, wciąż (choć ledwo) mieszczącą się w założonym budżecie możemy liczyć na bazową wersję Mitsubishi Eclipse Cross Invite Plus z pakietem Smart. Pod maską otrzymamy 1,5-litrową, turbodoładowaną jednostkę benzynową o mocy 163 KM i maks. momencie obrotowym 250 Nm. Dobra wiadomość jest taka, że w wyższych (i droższych) wersjach wyposażenia pracuje ten sam motor. W interesującym nas cenowo przypadku jest on łączony z 6-stopniową, manualną skrzynią biegów przekazującą moc na przednią oś. Dynamika? Przyzwoita jak na ten typ auta. Pierwszą setkę japoński SUV osiąga po 9,7 s.

Wyposażenie? Choć to najtańsza odmiana, jest całkiem bogato. Dostęp bezkluczykowy, dwustrefowa klimatyzacja, podgrzewane fotele z przodu, dwa gniazdka USB, tempomat (zwykły), LED-owe reflektory (dzienne, mijania i drogowe), automatyczne światła (również drogowe), elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka boczne. Oczywiście audio z bluetooth również, komputer pokładowy też, a także szereg systemów asysty (asystent pasa ruchu, kamera cofania czy wspomaganie ruszenia na wzniesieniu). Nie zabrakło też funkcjonalnych pomysłów w stylu przesuwnej tylnej kanapy z regulacją kąta oparcia. Z zewnątrz zadacie szyku 18-calowymi alufelgami i przyciemnianymi tylnymi szybami – nie wymagają dopłaty. Jeżeli nie chcecie dopłacać za lakier pozostaje wam niemetalizowana biel. Podana cena dotyczy egzemplarzy wyprodukowanych w 2020 roku.

Nissan X-Trail – od 99 440 zł

Nissan X-Trail countryside
Nissan X-Trail (fot. Krzysztof Kaźmierczak / Automotyw.com)

Jak to określił Krzysztof Kaźmierczak “Nissan X-Trail to minivan zakamuflowany w nadwoziu SUV” (więcej w recenzji tego modelu). Niewątpliwie jest to auto, które kusi przestrzenią w kabinie pasażerskiej. W podanej wyżej cenie niebezpiecznie zbliżającej się do granicy naszego budżetu możemy liczyć na wersję Nissan X-Trail 2021 Visia. Pod maską takiego wydania pracuje turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1332 cm3, generujący moc do 158 KM i 270 Nm momentu obrotowego, przenoszonego na przednią oś za pośrednictwem 7-biegowej dwusprzęgłowej skrzyni automatycznej DCT. Auto nie ma sportowych aspiracji, pierwszą setkę osiąga po 11,5 s. X-Trail występuje też w wersji 7-miejscowej, ale to już niestety nie nasz budżet.

Najtańsza odmiana Visia w standardzie dzienne reflektory LED (ale pozostałe to już halogeny), boczne lusterka podgrzewane i regulowane elektrycznie (ale składane już ręcznie). Klimatyzacja? Jest, ale manualna. Komputer pokładowy z niewielkim, 5-calowym ekranem. Do tego mamy system audio z radioodtwarzaczem z CD, z 4 głośnikami i gniazdkiem USB oraz interfejsem Bluetooth. Auto w tej wersji posadowione jest na 17-calowych felgach ze stopów lekkich.

Škoda Karoq – od 95 350 zł

Škoda Karoq
Škoda Karoq (fot. Škoda)

To może czeski przebój? Funkcjonalności Skodzie Karoq odmówić nie można, ale za podaną kwotę nie liczmy na bogate wyposażenie. W naszym budżecie możemy liczyć na bazową wersję Skoda Karoq Ambition z bazowym silnikiem o pojemności 1 litra i mocy 110 KM oraz 200 Nm momentu obrotowego łączonego z manualną 6-biegową skrzynią. Napęd na przednią oś. Silnik może i niewielki, ale pamiętajmy, że Karoq nie jest dużym i ciężkim autem (bez kierowcy waży 1265 kg). Czeski SUV jest krótszy od wyżej wymienionych modeli. W efekcie mimo niewielkiej pojemności i relatywnie niedużej mocy auto jest w stanie rozpędzić się do 100 KM w czasie 11,1 sekundy. Niemniej w codziennej eksploatacji zdecydowanie zalecamy spokojniejszą jazdę.

Jeżeli chodzi o wyposażenie, to bazowa odmiana Ambition oferuje m.in. czujniki parkowania z tyłu, hamulec antykolizyjny z systemem front assist, system wspomagania ruszania ze wzniesienia, bezkluczykowe uruchamianie silnika, wykrywanie pieszych z awaryjnym hamowaniem, elektrycznie sterowane, składane i podgrzewane lusterka boczne z doświetlaniem obszaru przy drzwiach, światła LED do jazdy dziennej (ale reflektory są już halogenowe). Wewnątrz mamy komputer pokładowy z kolorowym wyświetlaczem, dwustrefową automatyczną klimatyzację, tempomat z ogranicznikiem prędkości (nieadaptacyjny) i sporo funkcjonalnych dodatków z serii Simple Clever (uchwyt na bilet parkingowy, skrobaczka po wewnętrznej stronie klapki wlewu paliwa, parasolka pod fotelem, zestaw siatek w bagażniku itp.). Nie zabrakło też radia z bluetooth, 6-głośnikowym audio i 6,5-calowym, kolorowym ekranem dotykowym z gniazdem USB-C. W opisywanym standardzie otrzymamy auto posadzone na 17-calowych alufelgach.

Volkswagen Tiguan – od 91 190 zł

Volkswagen Tiguan (fot. VW)

Volkswagen tańszy od Škody? Owszem, ale tylko dzięki aktualnemu rabatowi w kwocie 15 000 zł oferowanemu przez niemiecką markę. Za podaną wyżej kwotę otrzymamy nowego Tiguana w bazowej odmianie wyposażeniowej (zwanej po prostu Tiguan) z silnikiem benzynowym 1.5 TSI EVO o mocy 130 KM i 220 Nm momentu obrotowego przekazywanego na przednią oś za pośrednictwem 6-biegowej przekładni manualnej. Takie parametry pozwalają na przyśpieszenie do setki w czasie 10,9 sekundy. Mocniejszy silnik i słabiej niż Karoq? Tiguan jest dłuższy i cięższy od Karoqa.

Wyposażenie standardowe obejmuje w tym przypadku m.in. system Start-Stop, asystenta pasa ruchu, system We Connect Plus (usługi mobilne bezpłatne przez 3 lata), zewnętrzne lusterka regulowane elektrycznie i podgrzewane, przednie reflektory LED (wszystkie), klimatyzacja jednostrefowa z półautomatyczną regulacją, gniazdko USB-C, bluetooth, bazowe radio Composite Colour z 6,5-calowym ekranem dotykowym i 8-głośnikowym systemem audio. Auto w tej odmianie wyposażone jest w 17-calowe stalowe felgi.

Honda HR-V – od 96 800 zł

Honda HR-V (fot. Honda)

Kolejna propozycja z Kraju Kwitnącej Wiśni. ZA 96 800 zł możemy kupić Hondę HR-V z silnikiem 1.5i-VTEC o mocy 130 KM i 155 Nm momentu obrotowego. Motor ten w opisywanej wersji łączony jest z sześciobiegową skrzynią manualną. Auto ma napęd na przednią oś. Mimo niższego momentu obrotowego w stosunku do wcześniej wspomnianych modeli, auto rozpędza się do 100 km/h w przyzwoitym czasie 10,7 s.

Bazowa wersja wyposażeniowa nowej Hondy HR-V nazywana jest Comfort, w standardzie otrzymujemy m.in. tempomat z ogranicznikiem prędkości reflektory LED (wszystkie), aktywny system tłumienia dźwięków otoczenia w kabinie, klimatyzację automatyczną, podgrzewane przednie fotele, a także system Magic Seats, charakterystyczny dla Hondy system składania foteli. Nie zabrakło gniazdek USB, interfejsu Bluetooth współpracującego z radiem i 4-głośnikowym systemem audio. Jeżeli chodzi o wsparcie kierowcy to w standardzie jest m.in. system aktywnego hamowania w ruchu miejskim, wspomaganie ruszania na wzniesieniu. Bez dopłat otrzymamy też 16-calowe obręcze ze stopów lekkich.

Hyundai Tucson – od 96 900 zł

Hyundai Tucson (fot. Hyundai)

Choć Hyundai cały czas w ma ofercie także poprzednią generację Hyundaia Tucsona, to zdecydowanie lepiej wybrać najnowszą generację, tym bardziej że dzięki rabatom mieści się ona w założonym budżecie. Oczywiście rozważać możemy jedynie podstawową, bazową odmianę tego modelu. Pod maską wersji Start pracuje silnik benzynowy 1.6 T-GDI z turbodoładowaniem. Moc tej jednostki to 150 KM, a maksymalny moment obrotowy to 250 Nm. Napędzana jest przednia oś, a moc przekierowujemy na koła za pośrednictwem sześciobiegowej przekładni manualnej. Przyśpieszenie 0-100 km/h to 10,3 s.

Choć to bazowa wersja wyposażenia, to Koreańczycy całkiem sporo w niej oferują. Kierowca ma np. do dyspozycji wybór trybów jazdy, system bluetooth z obsługą komend głosowych, jest asystent podążania środkiem pasa ruchu, asystent unikania kolizji czołowych z wykrywaniem pieszych i rowerzystów, system ostrzegania o ograniczeniach prędkości, czy przydatna w korkach funkcja przypominająca kierowcy, że auto przed nami już ruszyło. W parkowaniu pomoże kamera cofania z dynamicznymi liniami pomocniczymi, w dłuższych podróżach wesprze nas tempomat (nie adaptacyjny). Lusterka boczne są sterowane elektronicznie i podgrzewane. Reflektory? W tej wersji niestety to halogeny. Klimatyzacja? Jest, ale manualna. W konsoli centralnej nie zabrakło portu USB, jest też oczywiście radio z systemem multimedialnym z 8-calowym ekranem dotykowym oraz komputer pokładowy z wyświetlaczem 4,2 cala. W wersji Start wystartujemy Tucsonem posadzonym na 17-calowych stalowych felgach.

Citroën C5 Aircross – od 96 350 zł

Citroën C5 Aircross (fot. Agnieszka Doroszewicz @ Continental Productions / materiały prasowe Citroën)

Najwyższy czas przenieść spojrzenie na propozycje francuskiej motoryzacji. Założony budżet pozwala na zakup SUV-a segmentu C marki Citroën, modelu C5 Aircross w bazowej wersji wyposażeniowej. Samochód ten ma identyczną długość jak konkurent z Korei Południowej (Tucson – okrągłe 4,5 metra). W podstawowej odmianie pod maską tego francuskiego auta pracuje benzynowy, turbodoładowany motor 1.2 PureTech o mocy 130 KM i 230 Nm momentu obrotowego. Silnik sprzężony z manualną 6-biegową skrzynią napędza przednią oś. Pozwala to autu osiągnąć 100 km/h po 10,5 sekundy.

Gdy spojrzymy na listę wyposażenia standardowego bazowej wersji Live, kusić może zawieszenie zwane Progressive Hydraulic Cushions, w końcu Citroën jest znany ze swego superkomfortowego zawieszenia hydraulicznego, prawda? Prawda, tyle, że…. nie w tym przypadku. Wspomniana fraza wprowadza w błąd, bo w bazowej wersji wcale nie mamy zawieszenia hydropneumatycznego lecz zwykłe sprężyny i nietypowe amortyzatory wyposażone w dodatkowe poduszki we wnętrzu, więc jakiś hydraulic to jest, ale nie mylmy tego z pełnym układem hydropneumatycznym. Co poza tym? Hamulec automatyczny na wzniesieniu, aktywne zapobieganie opuszczenia pasa ruchu, rozpoznawanie znaków, tempomat i ogranicznik prędkości czy system hamowania awaryjnego. Reflektory niestety nie LED tylko halogenowe, LED-owe są tylko światła do jazdy dziennej. Klimatyzacja jest, ale manualna. Na tablicy rozdzielczej mamy analogowe wskaźniki rozdzielone niewielkim (3,5″) ekranikiem komputera pokładowego. Funkcjonalnym atutem modelu są trzy niezależne fotele w drugim rzędzie (możliwość zamocowania trzech fotelików dziecięcych). Oczywiście nie zabrakło systemu multimedialnego z bluetooth 6-ma głośnikami i 8-calowym ekranem dotykowym i radiem. Gniazdko USB też jest. Za 17-calowe alufelgi także nie musimy dopłacać, są w standardzie.

Renault Kadjar – od 85 900 zł

Renault Kadjar (fot. materiały prasowe Renault)

Kolejny francuski SUV i jeden z niewielu, który mieszcząc się wciąż w założonym budżecie pozwala wybrać automatyczną skrzynię biegów. Podstawowa odmiana Kadjara – Life – wyposażona jest w silnik 1.3 TCe FAP o mocy 140 KM i 240 Nm momentu obrotowego. Za przeniesienie mocy silnika na przednią oś odpowiada 6-biegowy manual. Jednak wciąż mieszcząc się w budżecie możemy wybrać wyższą wersję wyposażeniową Zen z tym samym silnikiem ale z automatyczną 7-biegową dwusprzęgłówką DCT. Cena w takim przypadku rośnie do 94 900 zł – wciąż taniej od wyżej opisanego francuskiego konkurenta. Przeniesienie napędu decyduje też o dynamice. W wersji z manualem, Kadjar z wymienionym wyżej silnikiem przyśpiesza do setki w czasie 9,8 sekundy, natomiast automat pozwala skrócić ten czas do 9,5 sekundy. Tym samym Kadjar jako jedyny z dotychczas wymienionych przyśpiesza lepiej od Mitsubishi Eclipse Cross.

A wyposażenie? Skoro już uznaliśmy, że stać nas na drugi poziom wyposażenia (Zen) spójrzmy co w nim mamy. Bezkluczykowy dostęp na kartę, tempomat z ogranicznikiem prędkości, wspomaganie ruszania pod górę, wspomaganie parkowania tyłem, dzienne światła LED (pozostałe reflektory do halogeny), przeciwmgielne z doświetlaniem zakrętów. W kabinie mamy dwustrefową, automatyczną klimatyzację, wskaźniki z 7-calowym ekranem ciekłokrystalicznym, dwa gniazda USB z tyłu i z przodu. Nie zabrakło systemu multimedialnego z kolejnym, również 7-calowym ekranem dotykowym. Auto w tej wersji otrzymamy z 17-calowymi felgami ze stopów lekkich.

Seat Ateca – od 87 000 zł

Seat Ateca FR Black
Seat Ateca FR Black – egzemplarz testowany w naszej redakcji (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Ostatnia nasza propozycja wśród nowych SUV-ów to kolejny produkt marki należącej do grupy Volkswagena. Seat Ateca w podanej wyżej cenie otrzymamy z tym samym silnikiem, który wymieniliśmy przy opisie Škody Karoq – 1.0 TSI o mocy 110 KM i 6-biegową, manualną skrzynią biegów. Długość i szerokość obu SUV-ów (Skody i Seata) jest w zasadzie identyczna (Ateca jest o milimetr krótsza). Jednak SUV hiszpańskiej marki na “papierze” jest szybszy. Setkę osiąga w czasie 10,7 sekundy, co jest o 0,4 s lepszym rezultatem niż w przypadku Karoq. Jednak to tak naprawdę nieistotny szczegół. Znacznie bardziej istotne jest, że Ateca jest aż 8350 zł tańsza od Karoqa. To może jednak Hiszpania? Co w niej dostaniemy?

Podana cena dotyczy bazowej wersji wyposażeniowej Reference. Czym różni się ona od bazowego Karoqa co uzasadniałoby taką różnicę, skoro auta mają ten sam silnik, skrzynię i układ napędowy? W Atece nie mamy w standardzie tylnych czujników parkowania, w tej wersji wyposażeniowej nie ma też monitoringu ruchu poprzecznego, a tempomat jest dodatkowo płatną opcją (w standardzie jest tylko ogranicznik prędkości). Z drugiej strony Seat Ateca ma pełne światła LED, nie tylko dzienne, ale też mijania i drogowe. Klimatyzacja też jest, tyle że manualna, a nie automatyczna. Auto w standardzie ma 16-calowe felgi aluminiowe.

Używany SUV – Audi Q7 3.0 TDI r. 2013 – ok. 90 000 zł

Audi Q7 I generacji produkowany do 2015 roku (fot. M 93 / Wikimedia)

Na koniec poszperaliśmy na rynku wtórnym. W założonym budżecie można naprawdę przebierać w ofertach. Czy stać nas na prawdziwe premium? I tak i nie. Z jednej strony owszem, znaleźliśmy za ok. 90 000 zł niemieckiego mastodonta, czyli ponad pięciometrowego (5089 mm) potężnego SUVa z siedmioma miejscami z rocznika 2013, czyli jest to Q7 pierwszej generacji, ale już po liftingu (miał miejsce w 2010 roku). Znalezione auto kupiono ponoć w polskim salonie (co pomaga potwierdzić historię danego modelu) i wciąż jest w rękach pierwszego właściciela, który deklaruje że o auto dbał (co oczywiście należy stosownie zweryfikować). Pod maską siedzi 3.0 TDI, czyli widlasty, sześciocylindrowy diesel o mocy… różnej. Akurat auto z ogłoszenia miało moc “podniesioną” do 345 KM (co tak naprawdę może zweryfikować tylko wizyta na hamowni).

Wyposażenie? W teorii wszystko czego dusza zapragnie. W końcu to auto klasy premium. Jednak tak drogie auto używane wymaga bardzo dużej ostrożności. Nie należy też zapominać o tym, że w przypadku auta używanego cena zakupu to dopiero początek wydatków. Np. w przypadku silnika 3.0 TDI wymiana rozrządu to koszmar mechanika. Sam silnik to konstrukcja, która miała sprawić że błędy poprzednika (niemiło wspominane przez wielu 2.5 TDI V6) odejdą w niepamięć. W przypadku znalezionego przez nas egzemplarza z 2013 roku jest to już motor po wielu modernizacjach od pierwszych lat (2004) produkcji. Ogólnie silnik ten z kutym wałem korbowym (wytrzymały) nie ma jakichś fatalnych opinii, ale jest… trudny w obsłudze. Wspomniany układ rozrządu w 3.0 TDI jest po prostu skomplikowany, mamy tu aż cztery łańcuchy. Po jednym dla obu głowic, do tego napęd wałka wyrównoważającego, napęd pompy oleju i dodatkowy pasek zębaty z napinaczem i rolką odwracającą. W aucie nie-wiadomo-jak-naprawdę-używanym pewne elementy mogą być już zużyte, może to jest zresztą powód sprzedaży? W każdym razie wymiana rozrządu w Audi Q7 3.0 TDI to jakieś… 7000 zł z częściami i robocizną. I w cale nie mówimy o ASO. Zatem drogi Czytelniku, jeżeli marzysz o prawdziwym SUVie premium z rynku wtórnego zadbaj o bardzo, ale to bardzo uważne oględziny i fachową diagnostykę przed zakupem. Wydatków posprzedażowych i tak nie unikniesz, bo premium kosztuje w obsłudze znacznie więcej, ale może przynajmniej uchronisz siebie i swoich bliskich od bankructwa.

Total
1
Shares
Related Posts