Powrót legend. Bronco, Wagoneer i inni

Jak zarobić na legendzie? Wystarczy dać jej nowe życie.

Czy mamy do czynienia z nowym zjawiskiem – „motoryzacją sentymentalną”? Na to wygląda. Co prawda nie jest to zjawisko nowe, ale ostatnio przybrało na sile. Debiuty Forda Bronco i Jeepa Wagoneera pokazują to najdobitniej.

Koncern FCA (Fiat Chrysler Automobiles) postanowił wyciągnąć z archiwum Wagoneera i uczynić go perłą w koronie Jeepa, czyli zrobić zeń flagowy model marki. Wagoneer będzie autem na wskroś nowoczesnym i luksusowym, ale jednocześnie tym, czym był – uwaga – 6 dekad temu. A więc zdolnym do jazdy terenowej SUV-em, bo był pierwszym w historii tego typu pojazdem, plus symbolem statusu i „amerykańskiego snu”.

Tymczasem Ford, niemal w tym samym czasie, pokazał model Bronco. To kultowe auto, jeden z głównych bohaterów „Stranger Things”, serialu Netflixa o „starych dobrych czasach” i samochód, którym uciekał OJ Simpson. W rzeczywistości – bardzo zdolna terenówka, która ma za zadanie w nowej wersji konkurować z nie posiadającym konkurentów Jeepem Wranglerem. Ford jest tak przekonany, że Bronco osiągnie sukces, że wydzielił dlań oddzielną markę. Bronco nie będzie już Fordem, a samodzielnym Bronco.

Bronco, czyli szaleństwo sentymentalistów

Bronco ma konkurować z Jeepem Wranglerem (fot. Ford)

Kiedy Ford ogłosił powrót Bronco, kilka lat temu, zainteresowanie było ogromne. Kiedy pokazał gotowe auto, to 3500 egzemplarzy pierwszej edycji sprzedało się na pniu, a serwery producenta się zawiesiły. Mimo dwukrotnie wyższej ceny klienci rzucili się na legendarną terenówkę w nowej wersji, na którą czekali od ćwierćwiecza. Cena w przypadku First Edition wynosiła 60 800 dolarów za dwudrzwiowego Bronco i 64 995 za czterodrzwiowego. Tymczasem podstawowa wersja Bronco już w normalnym handlu będzie wynosiła 29 995 dolarów bez podatków.

Czy koncerny grają na wspomnieniach?

MINI, które należy do BMW jest doskonałym przykładem sukcesu zbudowanego na sentymentach (fot. Łukasz Walkiewicz/Automotyw.com)

Wspomniane auta to nie pierwsza próba odwołania się do przeszłości. I nie ostatnia. Z martwych, dzięki BMW powstało Mini i odniosło gigantyczny sukces. Fiat 500 – podobny wizualnie do tego, który zmotoryzował Italię po II wojnie światowej – jest jednym z najpopularniejszych małych samochodów w Europie. Chrysler z powodzeniem przez lata sprzedawał PT Cruisera. Nawet nasi rodzimi wizjonerzy (lub – zależy jak na to patrzeć – nieudacznicy) marzą o powrocie Warszawy i Syreny na drogi.

Dlaczego legendy wracają?

Wspomnienia z dzieciństwa plus fenomenalne pierwowzory. Oto powód powrotów legend (fot. Ford)

Powody są dwa. Pierwszy i najważniejszy, to wspomnienia z dzieciństwa. Gros kupujących auta to ludzie po 30. roku życia, nawet starsi. Są w życiu ustawieni, mają pracę i dobrze prosperujące firmy. Mają więc pieniądze. A jeśli do tego mieli szczęśliwe dzieciństwo, to z sentymentem je wspominają. I doskonale pamiętają albo te auta, które mieli ich rodzice (Bronco, 500, Wagoneer) albo te, których ich rodzice nie mieli, a chcieli mieć (Mini Cooper). Oba motywy są dobre, by dokonać zakupu, już za swoje uczciwie zarobione pieniądze.

Drugi powód jest bardziej merytoryczny. Otóż większość (jeśli nie wszystkie) z aut, które wraca, wraca dlatego, że pierwowzory były fenomenalne. Mały i lekki Mini Cooper prowadził się jak gokart i wyglądał „pociesznie”. Czemu by do tego nie wrócić? Pierwszy Fiat 500 był prostym i tanim, ale efektownym autem, idealnym do miasta. Czemu by nie zagrać ponownie na tym samym patencie? Bronco i Wagoneer nie dlatego zyskały status pojazdów kultowych, że ktoś z marketingu je takimi ogłosił. One naprawdę były zdolne terenowo i poręczne (Bronco) lub odkrywały coś, czego nie było (Wagoneer powstały w 1962 roku jako model roku 1963, był pierwszym samochodem z napędem na cztery koła zestawionym z automatyczną skrzynią biegów, pionierem nowoczesnego SUV-a). Z kolei w 1984 roku Grand Wagoneer zapoczątkował rewolucję SUV-ów klasy premium, oferując nabywcom połączenie takich standardowych elementów, jak skórzana tapicerka, klimatyzacja, radia stereo AM/FM/CB i dodatkowa izolacja dźwiękowa, z radykalnym wzrostem mocy i momentu obrotowego oraz wzorowym napędem 4×4.

Nowe Bronco. Sentymentalne, ale nowoczesne

Bronco Sport bazuje na przednionapędowej platformie (fot. Ford)

Żeby auto zagrało na sentymencie, ale jednocześnie sprzedawało się dobrze, musi być jednak na wskroś nowoczesne. Ta sztuka udała się Mini, udała się Fiatowi. Wygląda na to, że Ford z Bronco odrobił lekcję. Nowe wcielenie oferowane będzie w dwóch wersjach nadwozia: dwu- i czterodrzwiowej. Pierwsza standardowo oferowana będzie ze zdejmowanym dachem typu hardtop. W drugiej dostaniemy miękki zdejmowany dach, a za dopłatą sztywny dach. W cennikach pojawi się też spokrewniony SUV – Bronco Sport, bazujący na przednionapędowej platformie.

Nowy Bronco bazuje stalowej ramie jak rasowa terenówka. Musi, skoro mam konkurować z Jeepem Wranglerem. W tylnym zawieszeniu ma klasyczny sztywny most zawieszony na wahaczach wleczonych i sprężynach śrubowych. Z przodu pracuje w pełni niezależne zawieszenie i mechanizm różnicowy Dana AdvanTEK. Opcjonalnie każda z osi może być wyposażona w blokadę mechanizmu różnicowego.

Prześwit dwudrzwiowej odmiany to aż 294 mm. Podstawowy model ma kąt natarcia 35,5 stopnia, kąt zejścia 29,8 stopnia i kąt rampowy 21,1 stopnia. Podstawowa odmiana napędzana będzie czterocylindrowym benzynowym silnikiem 2,3 litra Ecoboost o mocy 270 KM i 420 Nm. Pojawi się też odmiana 2,7 l V6 Ecoboost o mocy 310 KM i maksymalnym momencie obrotowym 542 Nm Standardowa odmiana oferowana jest na 30-calowych kołach, bogatsze wersje dostaną koła w rozmiarze 32-cali, a opcja dla maniaków to 35 cali.

Nowy Jeep Wagoneer i Grand Wagoneer. Konkurenci niemieckich aut

Grand Wagoneer. Ogromny i luksusowy (fot. FCA)

Flagowy Jeep odwołuje się do historii, ale w rzeczywistości ma być pełnoprawnym konkurentem prestiżowych aut z Europy – Mercedesa GLS, BMW X7 – oraz amerykańskich marek premium – Cadillaca i Lincolna. Będzie się nazywał klasycznie, lecz pojawi się także jako większy Grand Wagoneer, który „ma oferować wszystko, co najlepszego w ofercie ma Jeep”.

Co bardzo ważne, w tym Grand Wagoneerze po raz pierwszy w historii pojawił się przestronny trzeci rząd. Auto pozostanie też Jeepem, wersja produkcyjna będzie miała do wyboru trzy dostępne systemy 4×4 i pneumatyczne zawieszenie Quadra-Lift, doskonałą dynamiką jazdy z niezależnym przednim i tylnym zawieszeniem, osiągami, zaawansowaną technologią, bezpieczeństwem i łącznością – jak obiecuje Jeep.

Wnętrze Grand Wagoneer’a jest na wskroś nowoczesne (fot. FCA)

Auto oznaczać będzie kontynuację starej historii, ale z nowym wyposażeniem i techniką. Pojawi się w całości przeszklony dach, ale także dużo drewna tekowego. W środku Jeep postawił zdecydowanie na nowoczesność. Rozpiętość ekranów na tablicy rozdzielczej to prawie 45 cali. Jest umieszczony za kierownicą 12,3-calowy wyświetlacz z informacjami dla kierowcy, 12,1-calowy poziomy ekran dotykowy służący jako główny ekran na konsoli środkowej, z 10,25-calowym poziomym ekranem dotykowym poniżej, oddzielonym konstrukcyjnym, aluminiowym skrzydłem. Dodatkowo jest 10,25-calowy ekran po stronie pasażera.

Z kolei pasażerowie w drugim rzędzie mają do dyspozycji 30 cali całkowitej powierzchni ekranu, z 10,25-calowym komfortowym wyświetlaczem umieszczonym na konsoli środkowej pomiędzy dwoma fotelami kapitańskimi. Każdy pasażer w drugim rzędzie ma również dostęp do własnego, wykorzystywanego do celów rozrywkowych 10,1-calowego ekranu dotykowego.

Grand Wagoneer będzie miał na życzenie system audio firmy McIntosh, klasycznej amerykańskiej luksusowej marki oferującej renomowane domowe systemy audio. Zgodnie z najnowszymi trendami auto zaoferuje hybrydowy układ napędowy z napędem elektrycznym plug-in. A czy auto pojawi się z mocarnym V8, niespełniającym europejskich norm? Bez tego nie ma co marzyć o zdobyciu Ameryki, nawet gdyby nafaszerowanie nowinkami było jeszcze bogatsze.

Total
8
Shares
Related Posts