Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Przepisy drogowe – te dziwne, niejasne, absurdalne czy mało znane. Wciąż obowiązują

Przepisy drogowe w naszym kraju to istny galimatias. Niestety, póki co nie dysponujemy niczym innym, warto zatem znać również te dziwniejsze.
dziwne przepisy
(fot. Gerd Altman / Pixabay)

Ustawa “Prawo o ruchu drogowym” to tylko jeden z wielu aktów prawnych regulujących ruch na polskich drogach. Najważniejsza, ale nie jedyna. Choć mamy kodeks karny, kodeks cywilny czy kodeks postępowania administracyjnego, formalnie nie istnieje w naszym systemie prawnym coś takiego jak kodeks drogowy, a tym terminem potocznie określa się zbiór przepisów regulujących sytuację na polskich drogach. Do niniejszego materiału zachęcamy jednak podejście na luzie, bo prezentujemy przepisy drogowe, które większości z nas – kierowców i uczestników ruchu drogowego – mogą wydać się cokolwiek dziwne, niekiedy absurdalne. Wszystkie z wymienionych niżej mają jedną cechę wspólną: wciąż obowiązują!

Prawo jazdy i alkohol – kiepskie połączenie. Również na… wodzie

Skuter wodny i alkohol to kiepskie połączenie – bardziej niż myślisz, zwłaszcza gdy masz prawo jazdy (fot. Aleksander Lesnitsky / Pixabay)

Zima się kończy, dni coraz dłuższe, będzie coraz cieplej, tylko patrzeć jak na polskich wodach pojawią się amatorzy wypoczynku, także tego “zakrapianego”. W myśl polskich przepisów, mając “tylko” do 0,5 promila alkoholu we krwi (art. 87 kodeksu wykroczeń) prowadzenie jakichkolwiek pojazdów mechanicznych w stanie po użyciu alkoholu jest karalne i sąd może zabrać nam prawo jazdy (poza innymi karami, grzywna jest pewna). Wszyscy wiemy, że wsiadanie za kółko samochodu po alkoholu to karalna głupota, ale niewinne pływanie pontonem po stawie po piwku? Też. Pod warunkiem, że ów ponton (czy łódź, motorówka, skuter wodny itp.) ma silnik, czyli jest pojazdem mechanicznym. I jeszcze jedno, pływanie np. rowerem wodnym, czy kajakiem (czyli pojazdami pozbawionymi silnik) nie grozi utratą prawa jazdy, ale to też zły pomysł, bo sąd może ukarać pijanego wypoczywającego wysoką grzywną, a lokalne starostwo obciąży kosztami odprowadzenia np. niezmotoryzowanej żaglówki w odpowiednie miejsce (podstawa prawna: Art.30 ustawy z 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych).

Minimalna prędkość na autostradzie? To mit, w który wierzy wielu kierowców!

Autostrada
Minimalna prędkość na autostradzie? Nie ma czegoś takiego (fot. Shutterstock)

Bardzo wielu kierowców uważa, że na autostradzie minimalna prędkość to 40 km/h. Tymczasem tak nie jest. Nie ma w polskim systemie prawnym przepisu z góry nakładającego jakikolwiek limit minimalnej prędkości na tego typu drodze szybkiego ruchu. Byłby on bez sensu, przecież na autostradach też zdarzają się korki i wtedy wszyscy jadą znacznie wolniej lub nie jadą wcale. Przyczyną tego mitu tkwiącego w głowach wielu kierowców jest inny przepis, który mówi, że z autostrady mogą korzystać wyłącznie pojazdy, które na równej, poziomej jezdni są w stanie uzyskać 40 km/h (art. 19 ust. 2 pkt 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym). Odpadają zatem wszelkie hulajnogi, elektryczne wózki inwalidzkie i inne niezdolne do jazdy z taką prędkością pojazdy.

Masz najszybszy traktor świata? I tak nie wjedziesz na autostradę

Co ważne, z przepisu tego nie należy wnosić, że szybkie ciągniki mogą wjechać na autostradę. Ciągnikom po autostradzie poruszać się nie wolno – nawet jeżeli dysponujecie modelem JCB Fastrac 8330 – oficjalnie najszybszym ciągnikiem świata, który w produkcyjnej specyfikacji uzyskuje 70 km/h, a po modyfikacjach? Sami zobaczcie:

Nie zmienia to jednak faktu, że zgodnie z przepisami nawet tak szalonym ciągnikiem na autostrady i drogi szybkiego ruchu wjechać nie wolno. Bo nawet tak szybki ciągnik pozostaje… ciągnikiem, zatem pojazdem wolnobieżnym, a tym (podobnie jak rowerzystom, czy zaprzęgom konnym) na drogach klasy S i A poruszać się nie wolno!

Motocykl, dziecko i autostrada

Motocykle jako inwestycja
Motocykl z dzieckiem na autostradzie to zły pomysł (fot. Shutterstock)

Jeżeli chodzi o przewożenie dzieci na motocyklach w polskim systemie prawnym miłośnicy jednośladów mają do zapamiętania znacznie mniej reguł i przepisów niż w przypadku kierujących samochodami, ale pewne reguły są, nawet gdy – na pozór – wydają się absurdalne. Załóżmy, że jesteś zapalonym motocyklistą/stką, sprawiłeś/aś sobie świetną maszynę, np. Suzuki GSX-R1300 Hayabusa. Jedziesz w dalszą drogę do rodziny, a tam wpatrzony w Ciebie jak w obrazek sześcioletni siostrzeniec, który marzy o tym, by wujek/ciocia przewiózł/ozła go taką “cud-maszyną”. Jasne, z zachowaniem oczywistej i wymaganej prawem ostrożności (dziecko też musi mieć kask!) możesz to zrobić, ale pamiętaj o tym, że nigdy nie sadzamy dziecka przed sobą. Miejsce najbliżej kierownicy jest wyłącznie dla motocyklisty, a nie pasażera. Ponadto lepiej nie wyjeżdżaj z dzieckiem młodszym niż 7 lat na autostradę. Powodem jest Art. 20 ust 6 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym, który brzmi: “Prędkość dopuszczalna motocykla (również z przyczepą), czterokołowca i motoroweru, którymi przewozi się dziecko w wieku do 7 lat wynosi 40 km/h”. Jak możesz łatwo się domyślić, 40 km/h na autostradzie to nie jest dobry pomysł. Poza tym, najważniejsze: przewożąc dzieci kierujmy się przede wszystkim ich dobrem i ich bezpieczeństwem, a nie tym, czy dostaniemy mandat, czy też nie.

Warunkowy skręt w prawo – przepisy mówią jasno: zatrzymaj się!

Czerwone zawsze znaczy “zatrzymaj się” nawet jak widzisz zieloną strzałkę (fot. Shutterstock)

Obserwując ruch na polskich drogach można zgodnie stwierdzić, że przepis, o którym teraz powiemy jest częściowo martwy. Dlaczego? Bo o ile większość kierowców wie, że na skrzyżowaniu, gdzie sygnalizator S-2 (czyli sygnalizator z sygnałem dopuszczającym warunkowy skręt w kierunku wskazanym strzałką) zawiera symbol zielonej strzałki w prawo, mogą warunkowo skręcić w prawo ustępując pierwszeństwa tym, którzy mają zielone światło i pieszym, to niemal nikt nie wykonuje tego manewru prawidłowo. Czyli jak? Otóż jesteśmy zobligowani do bezwzględnego zatrzymania samochodu przed sygnalizatorem! Nie wystarczy powoli się toczyć! Trzeba się bezwzględnie zatrzymać. Robią to nieliczni. Podstawą prawną tym razem nie jest ustawa Prawo o ruchu drogowym, lecz rozporządzenie Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie znaków i sygnałów drogowych, a dokładniej paragraf 96 tego aktu.

Skrzyżowanie, odwoływanie zakazów i systemy asysty kierowcy

Renault Espace
Cyfrowy kokpit i szeroki zakres asysty kierowcy to fajna rzecz, ale z rozpoznawaniem znaków w Polsce bywa różnie (fot. Łukasz Walkiewicz / Automotyw.com)

Skrzyżowania w polskim prawie drogowym mają dość istotne znaczenie, bo np. w przeciwieństwie do wielu innych krajów, odwołują znaki zakazu. “Nie wiedzą” o tym jednak systemy asystujące kierowcy na pokładzie wielu nowoczesnych aut zdolne do rozpoznawania znaków ograniczeń prędkości. W efekcie systemy te są dla polskich kierowców… średnio przydatne. O co chodzi? Wyjaśnijmy to sobie na przykładzie: jedziesz drogą w mieście, teren zabudowany, czyli ograniczenie do 50 km/h – pokładowa asysta również powinna wyświetlać 50 km/h. Mijasz znak ograniczenia prędkości do 30 km/h, pokładowy asystent znaków drogowych wyświetla (a przynajmniej powinien) poprawnie 30 km/h (bo rozpoznał znak), Ty oczywiście zwalniasz. Mijasz skrzyżowanie, co oznacza że w myśl polskich przepisów możesz z powrotem zwiększyć prędkość do przepisowych 50 km/h, ale system rozpoznawania znaków drogowych tego “nie wie” i uparcie będzie wyświetlać 30 km/h aż do kolejnego znaku z ograniczeniem lub znaku odwołującego zakaz (którego nie będzie, bo przecież zakazy w naszym kraju odwołuje samo skrzyżowanie). Galimatias.

Skrzyżowanie drogi publicznej z drogą wewnętrzną… nie jest skrzyżowaniem

Skrzyżowanie z taką drogą w myśl przepisów nie jest skrzyżowaniem (fot. Pixabay)

Jeszcze ciekawiej się robi, gdy lekko zmodyfikujemy scenariusz z powyższego akapitu i tym razem zignorujemy obecność asysty kierowcy. Jedziesz w mieście 50 km/h, mijasz znak ograniczenia prędkości do 30 km/h – oczywiście zwalniasz. Mijasz skrzyżowanie z drogą wewnętrzną, przyśpieszasz do 50 km/h, a 100 metrów dalej zatrzymuje Cię policjant i zamierza ukarać mandatem za przekroczenie dozwolonej prędkości o 20 km/h. Ale jak to?! Ano tak. W myśl przepisów skrzyżowanie drogi publicznej z drogą wewnętrzną nie jest skrzyżowaniem i odwoływanie zakazu nie działa. Sytuacja jest w tym przypadku o tyle krzywdząca dla kierowcy, że zwykle znaki D-46 (znak “Droga wewnętrza”) są gorzej widoczne niż oznakowanie pionowe drogi głównej, po której się poruszamy. W efekcie kierowca może nawet nie zauważyć, że minął coś, co skrzyżowaniem nie jest. Warto pamiętać, że dotyczy to wszelkich zakazów – jeżeli miniesz zakaz parkowania i postoju, a następnie skrzyżowanie z drogą wewnętrzną (które, jak już wiemy skrzyżowaniem w myśl przepisów nie jest) i za “skrzyżowaniem” zaparkujesz to… dalej łamiesz zakaz i narażasz się na mandat. Wreszcie jeżeli wyjeżdżacie z drogi wewnętrznej, to nie… wyjeżdżacie z drogi lecz włączacie się do ruchu, ze wszystkimi obowiązującymi (ustąp pierwszeństwa jadącym na drodze publicznej) konsekwencjami tego faktu.

Rodzinka na rowerkach – sielanka? To zależy

Pamiętajcie, dziecko do 10 lat na rowerze w myśl przepisów jest… pieszym (fot. Shutterstock)

Wiosenna aura w końcu nadejdzie, być może zapragniecie wybrać się rodzinką na rowery. Uważajcie, bo czeka na was dziwny przepis: dziecko do lat 10 poruszające się na rowerku jest… pieszym. Plusem jest to, że maluch może dzięki temu legalnie jeździć po chodniku, ale za minus z pewnością uznacie fakt, że wasza pociecha do lat 10 nie może korzystać z drogi dla rowerów – nawet gdy jest pod opieką dorosłych. Absurd? Cóż…

Masz dużego SUV-a? Fajnie, ale nie parkuj na chodniku!

Audi Q7 – dmc prawie 3 tony – na chodniku nie zaparkujesz (fot. Wikimedia)

O co chodzi? Samochody osobowe w Polsce mogą parkować na chodnikach (oczywiście o ile nie jest łamany zakaz parkowania, czy nakaz pozostawienia odpowiedniej przestrzeni pieszym – nie mniej niż 1,5 metra, czy po prostu nie tamujemy ruchu innych pojazdów). Jednak znacznie mniej kierowców pamięta o tym, że pojazdy o dmc przekraczającym 2,5 tony (a to dalej auta osobowe) nie mogą parkować na chodniku w ogóle!

Total
33
Shares