Tesla – (nie)pełna autonomia na drodze. Pierwsze testy

Tesla wybranym kierowcom przesłała pakiet aktualizacyjny zwiększający możliwości autonomicznej jazdy. Widać różnicę.
Tesla Model 3

Tesla rozpoczęła wreszcie rollout (publikację online) zaktualizowanego, a w zasadzie w znacznej części przepisanego od podstaw kodu Autopilota. Niektórzy kierowcy otrzymali już pakiet aktualizacyjny Full Self-Driving Beta. Wygląda to nieźle.

Zacznijmy od tego, że funkcja Autopilot dotychczas obecna w autach amerykańskiego producenta de facto autopilotem (w sensie: systemem autonomicznej jazdy) nie była. Owszem, poziom asysty kierowcy był jednym z najwyższych we współczesnych autach, ale w żadnym razie auta Tesli nie były samochodami autonomicznymi, a dostępne w Sieci zdjęcia ludzi, którzy śpią podczas jazdy to… przejaw głupoty, a nie ufność w technologię.

To nie jest autonomia, to po prostu głupota

Już w lipcu Elon Musk obiecywał w samochodach Tesli najwyższy, piąty poziom autonomii (zdolność do całkowitego poruszania się auta w każdych warunkach, bez względu na typ drogi). Teraz wiadomo, że wybrani kierowcy amerykańskich “elektryków” otrzymali nowe oprogramowanie w swoich pojazdach. Wiadomo też, że póki co mamy do czynienia z wersją beta. Testy na klientach? Fanów Tesli to nie razi, klienci Volkswagena byliby zapewne oburzeni.

To co wiemy na pewno, to fakt, że nowy, wprowadzony aktualizacją Full Self-Driving Beta kod w samochodach marki Tesla nie jest autonomią poziomu piątego. Owszem, jak donoszą entuzjastycznie użytkownicy Tesli, możliwości są “niesamowite” i “imponujące”. Cóż, każda myszka swój ogonek chwali. Jednak sama Tesla w oficjalnym komunikacie (przekazanym za pośrednictwem serwisu Electrek.co) podkreśla, że nowy system to wersja beta i wprowadzane wraz z nim funkcje powinny być stale monitorowane przez kierowcę. Innymi słowy, nowy system, choć “autonomiczny” może być niebezpieczny, jeżeli kierowcy nie będą go właściwie monitorować.

Tesla z oprogramowaniem autonomicznej jazdy w wersji beta “prawie” pokonuje rondo

W rezultacie nawet po aktywacji nowego kodu i związanych z nim funkcji kierowcy wciąż są zobowiązani do trzymania rąk na kierownicy i koncentrować się na tym co się dzieje na drodze. Co się właściwie zmieniło? Jak mogliśmy się zorientować po publikowanych przez kierowców używających nowego kodu w Teslach, auto jest w stanie samodzielnie jeździć po mieście zgodnie z wytyczoną w nawigacji trasą czy prawie w pełni pokonywać ostrożnie ronda – patrz wideo z posta na Twitterze poniżej:

Tesla z nowym oprogramowaniem Full Self-Driving Beta – dzieje się… dużo

Zgodnie z potwierdzonymi ze strony Tesli informacjami przekazanymi przez serwis Electrek.co, aktywacja Full Self-Driving w wersji beta w systemie pokładowym auta ma spowodować, że pojazd będzie w stanie samodzielnie zmieniać pas ruchu (również poza autostradą – zmianę pasa na autostradach mieliśmy już wcześniej), wybierać odpowiednie zjazdy by podążać zgodnie z trasą nawigacji. Auto ma również bezpiecznie omijać inne pojazdy i obiekty (ruchome i nieruchome) na drodze, a także samodzielnie wykonywać zakręty w lewo lub w prawo (o samodzielnym zawracaniu – ani słowa). Kierowca ma być cały czas skoncentrowany na drodze i przygotowany na natychmiastową reakcję na węższych drogach, wszelkich skrzyżowaniach, czy ślepych zakrętach (czyli miejscach, w których łuk drogi jest częściowo zasłonięty np. przez drzewa, zabudowania itp. – takich miejsc jest na drogach publicznych mnóstwo).

Posiadaczy Tesli, którzy tęsknie wypatrują nowego oprogramowania notorycznie sprawdzając aktualizacje w systemie pokładowym informujemy, że póki co pakiet został udostępniony jedynie wybranej grupie osób, która wyraziła zgodę na testy we wczesnym dostępie. Nie oszukujmy się, chodzi o względy prawne – skoro wyraziłeś zgodę na to, by producent testował rozwiązania na Tobie, to niejako wyłączasz sobie możliwość cywilnej procedury odszkodowawczej względem producenta w razie ewentualnej kolizji czy wypadku. Nie chodzi o ubezpieczenie, stwierdzenie winy w wypadku czy odpowiedzialność z tytułu prowadzenia pojazdu – póki co żaden autopilot nie wyłącza odpowiedzialności kierowcy – zawsze o tym pamiętajmy.

Tesla z nowym oprogramowaniem przy lewoskręcie na skrzyżowaniu samodzielnie przepuszcza pojazd z pierwszeństwem nadjeżdżający z naprzeciwka oraz pieszych. To na pewno istotny krok w kierunku autonomicznej jazdy, ale to jeszcze nie jest pełna autonomia.

Z jednej strony można się oburzać na Teslę, że testuje potencjalnie niebezpieczne rozwiązanie na klientach. Z drugiej ktoś, kto tak twierdzi, nie wie jak działa głębokie uczenie maszynowe oparte na wielowarstwowych, konwolucyjnych sieciach neuronowych i w jaki sposób należy szkolić inteligentne algorytmy odpowiedzialne za podjęcie racjonalnej, właściwej decyzji w danej sytuacji. Tutaj nikt nie wyśle informacji na serwer (jak np. w przypadku znanego z naszych smartfonów Asystenta Google). System pokładowy Tesli musi podjąć optymalną decyzję tu i teraz. To wymaga nie tylko mocy obliczeniowej, ale i doskonale wyuczonej sztucznej inteligencji, która będzie cyfrowym kierowcą takiego auta. Sęk w tym, że nie sposób wyuczyć algorytmu inaczej, niż właśnie poprzez testowanie nieukończonego jeszcze rozwiązania (pamiętajmy: to wersja beta!) na drogach publicznych. A skoro klienci Tesli się na to zgadzają, to czemu nie skorzystać? Tak jest przecież taniej.

Total
4
Shares
Related Posts