VW Golf GTI TCR – pożegnanie z przytupem

VW Golf GTI TCR to ostatni, mocny akcent w Golfach VII generacji. Co prawda Golf R jest mocniejszy, ale to GTI TCR daje większą frajdę z jazdy.
VW Golf VII GTI TCR

GTI – 3 litery, które powodują, że serce pasjonatów aut, nie tylko marki z Wolfsburga, ale w ogóle usportowionych, a jednocześnie bardziej dostępnych niż hipersamochody, zaczyna szybciej bić. Od ponad 40 lat symbol GTI oznacza sportowe wrażenia w aucie kompaktowym. My te wrażenia odebraliśmy w mocnej dawce. Oto VW Golf GTI TCR – ostatni model VII generacji najpopularniejszego kompaktu świata.

Od 1975 roku, kiedy to w ofercie marki z Wolfsburga pojawił się Golf GTI pierwszej generacji, skrót rozwijany jako “Gran Turismo Injection” nierozerwalnie związany jest nie tylko z usportowionymi wariantami modeli niemieckiego producenta. Przejęły go również inne marki i inni producenci, dając jednoznacznie klientom sygnał, że oto mają do czynienia z autem formalnie cywilnym, ale dysponującym ponadprzeciętną dynamiką i osiągami w stosunku do wersji bazowych. My mieliśmy okazję przyjrzeć się trzem modelom GTI ze stajni Volkswagena: od zaprezentowanego już na naszych łamach małego mikrusa VW up! GTI, poprzez Volkswagena Polo GTI, aż do topowego VW Golfa GTI VII generacji. Zresztą model GTI TCR był niejako specjalnym wydaniem przygotowanym przez Volkswagena niejako na pożegnanie VII generacji najpopularniejszego kompaktowego auta świata.

Charakterystyczne malowanie TCR – optyczny wyróżnik opisywanej wersji (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Skrót GTI najczęściej kojarzony jest ze sportową odmianą najpopularniejszego auta kompaktowego świata – VW Golfa. Nie ulega wątpliwości, że Golf VII GTI TCR to najszybsze i najmocniejsze GTI jakie dziś możemy kupić, ale nie najmocniejsza wersja GTI jaką kiedykolwiek VW zdecydował się wyprodukować – tutaj wypada przypomnieć legendarnego VW Golfa GTI w limitowanej (400 sztuk) 310-konnej wersji ClubSport S, która pojawił się w 2016 roku z okazji 40-rocznicy Golfa GTI.

VW Golf VII GTI Clubsport S na pętli północnej Nürburgringu (fot. VW)

Ów Golf GTI ClubSport S osiągał 100 km/h w czasie 5,8 s. i zasłynął przejechaniem pętli Nordschleife Nürburgringu w 7 minut 49 sekund. Poniżej wideo z ustanowienia tego rekordu z widokiem z kabiny i jednocześnie widokiem na kierowcę. A skoro padło kilka słów na temat czasu okrążeń na słynnej Pętli Północnej to warto wspomnieć jeszcze jedną ciekawostkę – w 2010 roku na tej samej trasie przejechał VW Golf R, czyli topowy, czteronapędowy Golf VII generacji jeszcze w wersji 300-konnej, a nie późniejszej, 310-konnej. Jak mu poszło? Czas to 8 minut i 14 sekund.

VW Golf GTI TCR – “cywil” z torowym zacięciem

Wróćmy jednak do wersji, którą mieliśmy okazję prowadzić, bo choć to nie jest najmocniejszy Golf GTI w historii, to jego przyśpieszenie jest jeszcze lepsze niż legendarnego ClubSport S. VW Golf GTI TCR VII generacji pierwsze 100 km/h osiąga już po 5,6 sekundy, a przy tym nie jest tak spartański wewnątrz jak wspomniany ClubSport S. GTI TCR jest funkcjonalny, ma sporo interesujących rozwiązań technologicznych. Nie można mu też odmówić praktyczności właściwej dla najlepszych aut kompaktowych – w końcu to Golf. Oczywiście również egzemplarz tego auta wykonał pomiarowe okrążenie północnej pętli Nürburgringu.

VW Golf GTI TCR
VW Golf GTI TCR mimo teoretycznie słabszego silnika i napędu “tylko” na jedną oś okazał się szybszy na Północnej Pętli od Golfa R VII generacji (fot. VW).

3 lipca 2019 roku Christian Gebhardt z niemieckiego magazynu Sport Auto przejechał Północną Pętlę w czasie 8:04,92 sekundy. Niemal 10 sekund szybciej od – parametrycznie – mocniejszego Golfa R VII generacji. Trudno o lepsze zaprezentowanie charakteru auta, które mieliśmy okazję prowadzić. Nasze wrażenia (a jeździliśmy również VW Golfem R) dokładnie odpowiadają wynikom. Golf R potrafi być szybki, bardzo szybki. Przyśpieszeniem do setki przecież bije Golfa GTI TCR, ale gdy trasa nie jest prosta, gdy oprócz silnika, potrzebna jest zwinność i umiejętności, lżejsze i zaledwie “przednionapędowe” GTI TCR pokazuje R-ce miejsce w szeregu.

VW Golf GTI TCR – widać, że to nie jest “zwykły” Golf

Charakterystyczne elementy to nie tylko sportowa stylizacja – tu każda forma pełni swoją funkcję (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Sportowy charakter tego hot-hatcha daje się rozpoznać już na pierwszy rzut oka: czarne obudowy zewnętrznych lusterek, podwójny wydech ze sporym dyfuzorem z tyłu, spojler dachowy TCR nad tylną klapą bagażnika, splitter z przodu, do tego emblematy GTI z przodu na grillu podkreślonym czerwonym akcentem biegnącym również w świetle reflektorów LED.

Symbol GTI zobaczymy również za przednimi błotnikami z boku i oczywiście z tyłu. Akcentów sportowych z zewnątrz jest zresztą więcej, na pewno do nich można zaliczyć 19-calowe opcjonalne obręcze Reifnitz ze stopów metali lekkich lakierowane na głęboką czerń, których kształt zdaje się wręcz zagarniać asfalt spod kół. Zza ramion tych obręczy przebija się czerwień zacisków układu hamulcowego obejmujących nawiercane tarcze. Do tego niewielki symbol TCR malowany na tylnych drzwiach – znak, że w tym przypadku nie mamy do czynienia ze “zwykłym” Golfem GTI. Jednocześnie warto zauważyć, że producent nie przesadził. Dodatki świetnie podkreślają sportowy charakter tej wersji i nie wyglądają w żadnym razie groteskowo, jak w przypadku niektórych produkcji “domorosłych tunerów”.

VW Golf GTI TCR – źródło mocy

Auto, z którego mieliśmy przyjemność (to jak najbardziej właściwe słowo) korzystać to VW Golf VII GTI TCR z podwójnie turbodoładowanym, dwulitrowym silnikiem benzynowym 2.0 TSI generującym aż 213 kw (290 KM) mocy przenoszonej wyłącznie na przednią oś za pośrednictwem błyskawicznie działającej, 7-stopniowej dwusprzęgłowej skrzyni automatycznej DSG. Zgodnie z otrzymaną od producenta specyfikacją, egzemplarz testowy wyceniony został na kwotę aż 191 930 zł, z czego ponad 35 tys. zł stanowiły opcjonalne dodatki i wyposażenie ponadstandardowe.

VW Golf GTI TCR – wnętrze

Fotele nie mają regulacji elektrycznej, ale w dłuższej trasie ze stolicy nad morze i z powrotem i tak nie czujesz zmęczenia, adrenalina jest lepsza od kawy (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Teoretycznie VW Golf GTI TCR w środku wygląda jak… Golf VII generacji, ale diabeł (słowo pasujące do charakteru auta) tkwi w szczegółach, takich jak np. logo GTI na oparciach foteli, aluminiowych nakładkach progowych drzwi czy na spłaszczonym dole trójramiennej kierownicy. Nie mogło zabraknąć również charakterystycznego wzoru przeszyć na fotelach i czerwonego wszycia na kierownicy. Pod względem funkcjonalności trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do wnętrza. Przednie fotele są dość głębokie i bardzo dobrze trzymają na ciaśniej i szybciej pokonywanych zakrętach. Auto zapewnia przestrzeń pozwalającą wygodnie podróżować czterem osobom – sprawdziliśmy to. W dłuższej trasie nikt nie narzekał.

Z tyłu miejsca tyle co… w Golfie na wygodę nie można narzekać, o niewygodach… szybko zapomnisz (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Na tylnej kanapie osoby dorosłe znajdą miejsce zarówno na nogi, jak i pod głową. Nie zabrakło też rozkładanego podłokietnika z dwoma miejscami na napoje. Jednak lepiej, niech to będą napoje z przykrywkami, albo niewielkie, ale zakręcone butelki.

VW Golf GTI TCR – cyfrowy kokpit

Ekran przed kierowcą (wirtualny kokpit) i topowa w VII generacji nawigacja w konsoli centralnej (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Kokpit testowanego wozu odzwierciedla sporo cyfrowych rozwiązań dostępnych dla kierowcy. Zamiast klasycznej tablicy rozdzielczej mamy tu wirtualną tablicę Active Info Display, która w tym modelu stanowiła standardowe wyposażenie nie wymagające dopłaty. W konsoli środkowej moduł kontrolny automatycznej, dwustrefowej klimatyzacji Climatronic (również standardowe wyposażenie) z opcjonalnym pakietem zimowym obejmującym podgrzewane fotele przednie, podgrzewane dysze spryskiwaczy przedniej szyby i spryskiwacze przednich reflektorów. Nad panelem klimatyzacji umieszczono duży ekran opcjonalnego systemu nawigacyjnego Discover Pro. Dopłaty natomiast nie wymaga towarzyszący nawigacji Car-Net: Security & Service (poprzednik systemu VW WeConnect), czyli działający online system umożliwiający posiadaczowi tego auta kontrolowanie na bieżąco stanu pojazdu – również zdalnie za pośrednictwem aplikacji mobilnej (auto jest stale online).

VW Golf GTI TCR – jazda z asystą

Adaptacyjny tempomat działający w pełnym zakresie legalnych prędkości to wygoda w dłuższych trasach (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Testowe auto wyposażone było także w pokaźny pakiet cyfrowych asystentów kierowcy. Tzw. Pakiet Drogowy Plus obejmował asystenta toru jazdy (Lane Assist; utrzymanie pojazdu na pasie ruchu i ostrzeganie przed jego przypadkową zmianą), system Blind Spot (monitorowanie martwego pola obserwacji, a także ostrzeganie przed nadjeżdżającymi autami z boku podczas wyjazdu tyłem z prostopadłego miejsca parkingowego), system Emergency Assist (asystent automatycznie wyhamowujący auto w razie zasłabnięcia kierowcy), asystenta jazdy w korku (Traffic Jam Assist), system Dynamic Light Assist (automatyczne światła drogowe, dynamiczne i statyczne doświetlanie zakrętów, system rozpoznawania znaków drogowych oraz oczywiście aktywny tempomat adaptacyjny współpracujący z radarowym systemem Front Assist.

Nie zabrakło także systemu Park Assist, czyli asystenta parkowania automatycznie wykonującego manewry pojazdem podczas parkowania równoległego i prostopadłego, zarówno przodem jak i tyłem, kończenie „nieudanych” prób parkowania i wyjeżdżanie z równoległego miejsca parkingowego.

Volkswagen Golf GTI TCR – wrrrrrrrażenia z jazdy

Wrrrrażenia są piorrrrunujące! (fot. VW)

Wcześniej miałem okazję podróżować innym über-Golfem. Mam tu na myśli oczywiście Volkswagena Golfa R, również VII generacji. Zatem porównania same cisną się na pióro/klawiaturę. Teoretycznie, co wspomnieliśmy, Golf R jest autem mocniejszym – dysponuje co prawda identycznym silnikiem jak opisywany tu GTI TCR (ta sama dwulitrowa jednostka benzynowa), ale oferuje aż 310 KM mocy. Golf R wyróżnia się też lepszym przyśpieszeniem. “R-ka” osiągnie 100 km/h ze startu zatrzymanego po 4,6 sekundy, a GTI TCR potrzebuje do tego sekundy dłuższego czasu (5,6 s.).

Czy zatem GTI TCR dla miłośnika sportowych doznań na torze (bo na drogach publicznych – przypomnę – jeździmy zgodnie z przepisami) jest gorszym wyborem? Otóż… nie, a naszym zdaniem jest wręcz przeciwnie. Tak naprawdę jedyną znaczącą różnicą pomiędzy wersją R, a GTI TCR jest przeniesienie napędu. Golf R ma napęd na 4 koła ze sprzęgłem Haldex IV – to właśnie moc silnika przekazywana na wszystkie koła zapewnia przewagę wersji R nad przednionapędowym Golfem GTI TCR w przyspieszeniu od zera do 100 km/h. W Golfie GTI TCR 290 KM mocy przekazywanych tylko na jedną oś po prostu… zrywa trakcję przy starcie od zera. Stąd gorsze wyniki w przyśpieszeniu od 0 do 100 km/h. Jednak GTI TCR ujawnia swój potencjał, gdy już jedziemy – wykazuje się większą zwinnością i elastycznością. Przedni napęd jest też zauważalnie lżejszy i to po prostu czuć. Do tego TCR jest – jakby to ująć – bardziej drapieżny i… wymaga więcej od kierowcy. Jednak zadając proste pytanie dla kierowcy na drodze: którym z wymienionych dwóch wersji Golfa szybciej np. wyprzedzisz TIR-a? Odpowiedź brzmi: Golfem GTI TCR.

Najważniejsze jednak dla nas było też to, że przy całej swojej agresywności, dynamice i drapieżności GTI TCR da się prowadzić zupełnie spokojnie. Owszem obniżone i utwardzone zawieszenie daje odczuć gorsze drogi, ale bez obaw o plomby i kręgosłup. Co więcej – spokojna eksploatacja oznacza również umiarkowane – jak na tę moc i potencjał auta – zużycie paliwa, osiągnięcie 8 l/100 km nie stanowi specjalnego wyzwania. To po prostu w pełni funkcjonalny, wygodny kompakt, który po wyprowadzeniu go na tor zapewnia imponujący dreszcz emocji i zastrzyk adrenaliny – zdecydowanie największy z całej opisywanej u nas trójki GTI z Wolfsburga.

Total
0
Shares
Related Posts