Auto w cenie smartfona. Czy da się kupić sprawny samochód za 1000 zł?

Tani samochód na dojazdy do pracy lub szkoły, wcale nie musi nadwyrężać domowego budżetu. Każdego roku sprowadzamy do Polski około miliona pojazdów, których średni wiek to około 12 lat. Ponadto, w naszym kraju jest zarejestrowanych ponad 20 milionów aut. Mimo że średnia cena transakcyjna z rynku wtórnego to 18-20 tysięcy zł, jest mnóstwo znacznie tańszych ofert. Postanowiliśmy sprawdzić, czy da się coś kupić w cenie marketowego roweru lub średniej klasy smartfona.

Uprzedzenia chowamy w kieszeń

Czasem jeszcze sprawnych aut pozbywają się starsze osoby (fot. shutterstock)

Szukając możliwie taniego w eksploatacji i zakupie auta, nie możemy kierować się uprzedzeniami. Najwięcej na wartości tracą Fordy, Fiaty, Ople i marki francuskie. Zatem wszystkie te, wokół których krąży mnóstwo krzywdzących stereotypów. Niektóre są trafione, ale nie dotyczą każdego przypadku i modelu. Pamiętajmy, że auta z lat 90., zwłaszcza te z segmentu B i C, były proste konstrukcyjnie i niewymagające serwisowo. Zdarzały się przypadki, gdzie oleju nie wymieniano, tylko regularnie uzupełniano niedobór. Taka praktyka nie przeszkadza przesadnie dieslom sprzed 3-4 dekad. Podobnie jak olej rzepakowy lub ten po frytkach lany wprost do baku. Dziś tego typu proceder błyskawicznie doprowadzi do dewastacji jednostkę napędową z ostatniego dziesięciolecia. To jednak skrajne zaniedbania. Na popularnym serwisie OLX znajdziemy ponad 1000 ogłoszeń z autami do 1500 zł. Przyjęliśmy wyższą granicę, bo pięć stówek powinniśmy „urwać” podczas negocjacji. Kłopot w tym, że sporo ofert nie ułatwia odpowiedniego wyboru. Czym się zatem kierować?

Informacji postanowiliśmy zasięgnąć u źródła, czyli osoby zajmującej się handlem samochodami na co dzień. Wolała pozostać anonimowa, by nie psuć sobie reputacji. Handlarz zwrócił jednak uwagę na kilka istotnych argumentów:

Nie nastawiam się na konkretną markę. Jeśli widzę egzemplarz, który mi się podoba, po prostu przechodzę do negocjacji ceny. Im więcej urwę, tym więcej uda mi się zarobić przy szybkiej odsprzedaży. Ogromnym zainteresowaniem cieszą się auta w przedziale 5-10 tysięcy złotych. Trafiam też kilkanaście razy w roku na samochody, które udaje się kupić za mniej niż 1000 zł. Żeby zwiększyć skuteczność, nie tylko dzwonię po ogłoszeniach w internecie, ale wkładam też za wycieraczkę kartki z informacją o zainteresowaniu danym egzemplarzem. Telefon nie „puchnie” od liczby połączeń, ale to działanie efektywne – mówi nasz informator.

Najłatwiej o niezłe sztuki od starszych osób, którym nie zależy na upieraniu się przy swoim. Wolą pozbyć się problemu. Są one często pierwszymi lub drugimi właścicielami pojazdów z początku lat 90. Rzadko, ale da się znaleźć auta „zdrowe”, z niewielkimi ogniskami rdzy i trzymane w sezonie zimowym w blaszanym, nieogrzewanym garażu. To zazwyczaj „golasy” z szybami na korbkę i kasetowym radiem – Skoda Felicia, Daewoo Matiz, Citroen Saxo, a czasem Opel Astra z czarnymi, nielakierowanymi zderzakami. Mały przebieg sprawia, że w kilka tygodni znajduję kupca za 2-4 tys. zł. Często muszę jednak zainwestować w używane opony za 200 zł, bo poprzednie nie nadawały się do niczego – dodaje doświadczony handlarz.

Uważaj na rdzę

korozja w aucie
Jeśli auto tak wygląda na zewnątrz, to warto przyjrzeć mu się dokładniej. Osłabienie konstrukcji może być niebezpieczne w razie kolizji (fot. shutterstock)

Z uwagi na fakt, że taki samochód ma zaspokoić podstawowe potrzeby transportowe, musimy skupić się na ogłoszeniach w promieniu kilkunastu, najwyżej kilkudziesięciu kilometrów. Każdy wyjazd wiąże się z poważnym wydatkiem na paliwo i czasem. Ponadto, w kręgu zainteresowań przypisujemy wysoką wartość popularnym modelom. Rynek gwarantuje do nich sporo tanich zamienników i starej daty mechaników, którzy rozwiążą problem za pomocą młotka i śrubokręta. Oględziny zaczynamy od stanu nadwozia. Wgniotki, rysy i pojedyncze elementy w innym kolorze nie są problemem. Gorzej z rdzą. O ile niewielkie ogniska korozji powinny pozwolić na jazdę przez 1-2 sezony, o tyle dziury w podłodze, progach, mocowaniach kolumn zawieszenia i wahaczy czy prowadnicach, podważają sens doprowadzenia transakcji do finału. W końcu chodzi nie tylko o nasze bezpieczeństwo, lecz również innych użytkowników.

Szukając auta za 1000 zł nie wymagaj zbyt wiele

Tanie auto może mieć wiele ukrytych problemów (fot. shutterstock)

Nieźle nałożona szpachla nie stanowi problemu przez wiele miesięcy. Podobnie jak całoroczne opony z bieżnikiem o grubości 4-5 milimetrów. Poważniejsze uszkodzenia i zaawansowany wiek ogumienia kwalifikują je do wymiany. Warto pamiętać, że budżetowa, nowa opona to wydatek rzędu 150 złotych, a trzeba kupić ich cztery. Warto podejść wnikliwie do stanu mechanicznego. Intensywne wycieki oleju nie zwiastują niczego dobrego i pojawiają się na podłożu już po krótkim postoju. Łatwo je wychwycić. Kończące się sprzęgło to również wydatek rzędu kilkuset złotych. Można przymknąć oko na niesprawną klimatyzację lub oświetlenie wnętrza.

Sprawdź opłaty

Kolejny element na liście kontrolnej powinny stanowić opłaty. W wielu ogłoszeniach wytłuszczoną czcionką jesteśmy informowani o wielomiesięcznym okresie obowiązywania ubezpieczenia OC. O ile w przypadku uczciwych sprzedawców, nie mamy powodów do niepokoju, o tyle inni mogli jedynie opłacić pierwszą ratę. Pozostałe spadną na nowego nabywcę. Ten fakt łatwo sprawdzić u ubezpieczyciela. Ważny przegląd oznacza naszą korzyść w wysokości 100 zł. Nie mamy jednak gwarancji, że dany egzemplarz przejdzie kolejne badanie okresowe. Może to nie być konieczne. Dla wielu osób wabiki stanowi instalacja gazowa. Dobrze, gdy działa. W aucie o wartości przeciętnego smartfona nie należy nastawiać się na jej poprawne funkcjonowanie. Przypominamy, że montaż najprostszego LPG to wydatek na poziomie 2 tysięcy zł. Warto jednak skupić się na wariantach z zasilaniem fabrycznym. Na jakie auta należy zatem zwrócić uwagę?

Fiat Uno

Fiat Uno
Wciąż można znaleźć jeżdżącego Fiata Uno z niewielkim przebiegiem (fot. shutterstock)

Ciekawy samochodem, który stanowił obiekt westchnień wielu polskich emerytów, był Fiat Uno. Powstawał od 1985 do 2002. Ostatnie 7 lat także w Polsce (Bielsko-Biała i Tychy). Bolączką włoskiego mieszczucha jest liche zabezpieczenie antykorozyjne. Dobrze, że świadomi właściciele odpowiednio wcześnie zabezpieczali podwozie specjalistycznymi środkami. Gorzej z tymi lekceważącymi problemy. Niemniej, z tysiącem zł w kieszeni możemy znaleźć auto z polskiej sieci dilerskiej i od pierwszego właściciela. Koniec produkcji, ciekawy kolor i przebieg na poziomie 154 tysięcy kilometrów, mogą zachęcić do wyprawy do Częstochowy, gdzie znaleźliśmy jedno z takich ogłoszeń. Nowy akumulator, dwa komplety kół i elektrycznie unoszone szyby przednie są łakomym kąskiem.

Fiat Seicento

Fiat Seicento
Fiat Seicento był bardzo chętnie kupowanym autem w Polsce (fot. shutterstock)

Najwięcej ogłoszeń dotyczy jednak znacznie młodszego Seicento. To zwycięzca wielu lokalnych KJS-ów i auto, które na stałe wpisało się w krajobraz polskich miast. Popularny model zastąpił Cinquecento w 1997. W produkcji pozostał do 2010 (Tychy). Łącznie powstało 1,3 miliona miejskich Fiatów, z czego blisko 300 tysięcy pozostało nad Wisłą. Jest zatem w czym wybierać. Ponad 100 ogłoszeń sprawia, że znalezienie wymarzonej alternatywy dla miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego nie będzie specjalnie trudne. 3,3-metrowy samochód ma silniki o mocy od 39 do 55 KM, więc wartość dodaną stanowią satysfakcjonujące przebiegi – od 50 do 150 tysięcy km, radio i elektrycznie sterowane szyby. Takich ogłoszeń nie brakuje, a kwoty wahają się od 800 do 1300 zł. Niektóre z pojazdów wyposażono w LPG. Do nich warto jednak podchodzić z nutą rezerwy i przenikliwością.

Fiat Punto

Fiat Punto
1000 zł wystarczy na leciwego Fiata Punto (fot. shutterstock)

Pośród licznych ofert, możemy też znaleźć Punto drugiej generacji, które wydaje się sensownym i dość nowoczesnym samochodem, a także archaiczne Cinquecento. Jego właściwości jezdne docenią głównie pasjonaci i puryści motoryzacyjni. Nie zmienia to faktu, że tysiąc wystarczy na jeżdżący egzemplarz z ważnymi opłatami.

Ford Fiesta IV

Ford Fiesta IV
Jeśli Ford Fiesta, to IV generacja produkowana między 1995 a 2002 (fot. shutterstock)

Niemiecki oddział amerykańskiego producenta nie przekonywał jakością w latach 90. Auta miały spory problem z korozją i niezbyt zaawansowaną elektroniką. W związku z tym należy odrzucić Focusa pierwszej generacji i Mondeo. Zainteresowanie warto skierować w stronę czwartej generacji Fiesty produkowanej od 1995 do 2002 między innymi w Kolonii. Całkiem zgrabny hatchback ma 382 cm długości, co przekłada się na kabinę zdolną pomieścić we względnie komfortowych warunkach cztery osoby. Niezłym wyborem jest benzynowy silnik o pojemności 1.2 lub 1.4 litra i mocy 75-90 KM. Całkiem przyzwoity egzemplarz w wersji po liftingu znaleźliśmy w Ostrzeszowie w Wielkopolsce. Według zapewnień sprzedawcy ma sprawne zawieszenie i hamulce. Silnik pracuje równo, a poprawnie ustawiona geometria trzyma auto w pożądanym pasie ruchu. Cena to okazyjne 999 zł za model z 2001.

Tanie auta francuskie

Renault Twingo
Za 1000 zł kupić można sympatyczne Renault Twingo. Uwaga na rdzę! (fot. shutterstock)

Sekwana, żabie udka, Paryż i komfort. Nie należy zapominać o autach z Francji. O ile te z wyższych segmentów sprzed 2-3 dekad uchodzą za delikatnie mówiąc problematyczne, o tyle miejski propozycje są bardzo rozsądne. Należy do nich Peugeot 206, Citroen Saxo oraz Renault Twingo, Clio i Megane. Każde z nich mieści się w naszym budżecie i z uwagi na marną reputację, dostępne jest za czapkę gruszek. Trzeba jednak pamiętać, by stawiać na wersje benzynowe. Wiele z obecnych w internecie samochodów może pochwalić się wspomaganiem kierownicy, elektrycznymi szybami i lusterkami, a także akcesoryjnym radiem z CD. Sprawna instalacja gazowa nikomu korony z głowy nie strąci. Bądźmy jednak czujni w kwestii rdzy. Fabryczne zabezpieczenie dalekie jest od ideału, a nieudolnie naprawione egzemplarze znikają w oczach.

1000 zł to nie wszystko

naprawa silnika
1000 zł to początek. Dobrze jest mieć jeszcze drugie tyle na ewentualne naprawy (fot. shutterstock)

O ile w kwestii popularnych modeli pokroju Opla Corsy B, Astry F, Volkswagena Polo czy Golfa III, znalezienie chętnego trwa kilkanaście dni, o tyle egzotyki pokroju Alfy Romeo 147, Rovera 25 lub Mitsubishi Carismy, czekają na nowych opiekunów nawet kilkanaście miesięcy i gwarantują wiele nerwów. Rzadko występujące w przyrodzie modele to też gwarancja wyższych cen części eksploatacyjnych i trudności z fachowym serwisem. Jeśli jednak znajdziemy pożądany egzemplarz, weźmy pod uwagę fakt, że tytułowy tysiąc złotych to początek wydatków. Przygoda z 20-letnim autem może wiązać się z wymianą akumulatora (200 zł), rozrządu (350-500 zł), oleju i filtrów (150-180 zł), a także koniecznością przerejestrowania (81 zł w przypadku autka z tego samego powiatu) i dokonania przeglądu (99 zł). Wbrew pozorom, drogi formalnej i kwestii bezpieczeństwa nie można bagatelizować.

Total
1
Shares
Related Posts