Drift: Najlepsze samochody do (w miarę) taniego “upalania”

drift

Drift to samochody. Kochasz je i chciałbyś nimi ostro pojeździć? Nic prostszego! Wystarczy, że w wieku 5 lat zapiszesz się na karting i zrobisz karierę w motosporcie. W innym przypadku, być może pracujesz na stanowisku „syn” i zajmiesz się wydawaniem rodzinnej forsy? Wtedy dość łatwo będzie Ci spełnić motoryzacyjne marzenia. Jest jeszcze jedna opcja – możesz poszukać pracy jako aktor w kolejnej części „Szybkich i wściekłych”

Dla wszystkich pozostałych pozostaje jedynie przerobić jakiś zwyczajny-niezwyczajny samochód i „upalać” go lokalnie w miejscach do tego dozwolonych. Wiem, co myślicie – takich miejsc nie ma. Uwierzcie mi, że istnieją takie inicjatywy- wystarczy poszukać. Od dawna przecież funkcjonują KJS-y, ale dziś na topie jest inny motorsport – drifting. Jakie auto wybrać do „latania bokiem”?

Drift: BMW serii 3 typoszeregu E36 (2 – 15 tys. zł)

Chyba nie bardziej oczywistego wyboru. Jeremy Clarkson powiedział kiedyś, że prawdziwy „petrolhead” musi w swoim życiu chociaż raz mieć samochód Alfa Romeo. Czasy się zmieniły i uważam, że miejsce Alfy zajęło dziś BMW serii 3 z lat 90-tych. W zasadzie to moglibyśmy zrobić TOP 5 aut pokazując po prostu każdą z pięciu wersji nadwoziowych E36. Niezależnie od tego, czy wybierzesz „sedesa” (sedan). „kompota” (compact), „turasa” (touring), kupetę (coupé), czy kabriolet to i tak będziesz zadowolony, bo ten samochód jest jakby zaprojektowany do jazdy bokiem. Kupując taki bolid pamiętaj o sprawdzeniu linii dachu – jeśli ten jest pogięty, to oznacza, że to E36 dużo czasu spędziło jadąc bokiem i konstrukcja długo już nie wytrzyma. Poza tym starajmy się znaleść auto z jak najmniejszą ilością korozji. Polecamy praktycznie wszystkie 6-cylindrowe benzynowe silniki. Warto też poszukać samochodu z fabrycznym dyferencjałem o ograniczonym poślizgu. Przygotowanie E36 do zabawy nie powinno kosztować więcej niż kilka tys. zł. Trzeba „zaspawać dyferencjał” (jeżeli nie ma fabrycznej blokady), dołożyć hydrauliczny ręczny (drugi zestaw zacisków na tylnych tarczach z osobnym sterowaniem), Musimy również przerobić zawieszenie na twardsze (tranzycja masy musi odbywać się w poziomie) i powiększyć kąt skrętu kół przedniej osi (co pomaga w osiąganiu „głębszych” poślizgów). Potem już tylko wystarczy założyć kubełkowy fotel i mieć na pokładzie gaśnicę.

drift
BMW E36 Touring w specyfikacji “gruz plus” (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Drift: BMW serii 3 typoszeregu E46 (5 – 20 tys. zł)

Kolejne BMW na naszej liście to następna generacja „trójki” – E46. Na rynku obecnie takie samochody osiągają coraz niższe wartości transakcyjne i można w miarę łatwo kupić przyzwoite auto. W młodszym BMW jest zdecydowanie więcej wersji oraz egzemplarzy z silnikami wysokoprężnymi, ale do motosportu szukajmy tych benzynowych. W E46 nie ma też fabrycznego dyferencjału ze „szperą” (tylko w M3), więc będziemy zmuszeni zrobić 100% blokadę – „spaw”. Sportowa jazda samochodem bez blokady jest po prostu niebezpieczna, ponieważ auto jest nieprzewidywalne. E46 ma również opinie modelu, który gorzej się prowadzi od poprzednika (jest n.in. cięższy), ale jeśli akurat mamy sposobność zakupu fajnego egzemplarza – to polecamy ten model. 

drift
BMW E46 (fot. BMW)

Drift: Mazda MX-5/Miata (15 – 30 tys. zł)

Mały i lekki roadster Mazdy na pierwszy rzut oka spełnia wszystkie wymagania. Ma napęd na tył, dobry rozkład masy między osiami oraz większość egzemplarzy jest wyposażona w manualną skrzynie biegów. W praktyce krótki rozstaw osi Miaty i niewielka masa własna sprawiają, że ten samochód jest dość narowistym driftowozem. Jeżeli jednak zdecydujemy się na takie auto, to polecamy wersję z silnikiem 1.8 typoszeregu NB. Ta generacja MX-5 jest obecnie najtańsza, a motor 1.8 ma wystarczającą moc (140-146 KM). Warto poszukać egzemplarza wyposażonego w tylny most z układem ograniczonego poślizgu – Torsen. Problemy? Mechanicznie te samochody są bardzo wytrzymałe, a na rynku nie brakuje części zamiennych oraz tuningowych. Internet jest również pełen zestawów turbo, które znacznie podnoszą moc małej Mazdy. Największy potencjalny problem – rdza i powypadkowa historia. 

drift
Mazda MX-5 NB 1.8 (fot. David. D.)

Drift: Lexus IS 200/IS 300 (8 – 18 tys zł)

Lexus IS pierwszej generacji to mała tylnonapędowa japońska limuzyna z końcówki lat 90-tych. Samochody te występowały w dwóch wersjach silnikowych, Słabszy 2.0 ma 6 cylindrów, 150 KM i sprzedawany był w wersji z manualną skrzynią biegów (ale nie tylko). Takich samochodów jest sporo, ale radzimy szukać egzemplarza wyposażonego w pakiet Sport – takie auta bywają wyposażone w fabryczny dyferencjał o zwiększonym tarciu. Lexus produkowany był też w wersji IS 300 z kultowym silnikiem 2JZ. Jest to wolnossąca alteracja o oznaczeniu 2JZ-GE ze zmiennymi fazami rozrządu VVTi. Niestety takie samochody były parowane tylko z 5-biegowymi automatami. Z kolei w Japonii ten samochód występował jako Toyota Altezza i ten rynek oferuje mnóstwo części tuningowych, choć w Europie oferta „parts-ów” jest coraz bogatsza. Mnóstwo akcesoriów znajdziemy w Wielkiej Brytanii. Altezza występowała też w wersji z 4-cylindrowym silnikiem 3S-GE BEAMS o mocy 197 KM.

drift
Lexus IS200 przygotowany do driftu (fot. Jakub P.)

Drift: Nissan 200SX/S-Chassis (30 – 60 tys. zł)

Nissany S13 i S14 to kultowe pozycje wśród drifterów. Niestety obecnie coraz trudniej kupić przyzwoity egzemplarz, a znalezienie takiego, który nie był modyfikowany graniczy z cudem. Musimy też pamiętać, że w starszym modelu S13 montowany był silnik 1.8 CA18DET, który niestety jest wrażliwy na modyfikacje i ma problemy z panewkami (wynikają one nie tyle z wady konstrukcyjnej, co z delikatności silnika i nieumiejętności jego obsługi). Najczęściej szybko trzeba zmienić motor i tutaj polecamy silnik SR20DET z następnej generacji – S14. Można też po prostu kupić Nissana S14. W Japonii jest mnóstwo firm, które do dziś produkują praktycznie wszystkie części do tych samochodów. Istnieją np. specjalne zestawy zawieszenia skonfigurowane do driftingu, a w Polsce jest nawet firma, która produkuje błotniki i zderzaki z włókien szklanych, bo te bardzo często ulegają uszkodzeniu. Przygotowanie Nissana na podstawowym poziomie jest dużo droższe od BMW, ale różnice zacierają się gdy mówimy o profesjonalnie zbudowanych samochodach. 

drift
Nissan S13 po lewej i S14 po prawej (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

BONUS: Każdy Frankenstein (bezcenny)

Do driftingu w tej, czy innej formie wykorzystywany był prawie każdy samochód z tylnym napędem. Przeróżne Mercedesy, starsze modele Volvo, a nawet Polonezy. Tak naprawdę fantazja nie zna granic. Zdarza się, że do tego sportu wykorzystywane są samochody, które mają rozłączony napęd na obie osie. Do takich wynalazków należą np. Audi A4 quattro, a nawet VW Golf z przerobionym system 4MOTION.

Pick-up, który driftuje… (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

A czym ja jeździłem, że się wypowiadam?

W moim garażu swego czasu mieszkało BMW E36 Touring, które opuściło fabrykę jako 325 TDS i w takiej formie trafiło do Polski. Nad Wisłą silnik został zmieniony na benzynowy M50B25TU o mocy 192 KM. Na koniec, za mojej kadencji, Touring otrzymał zderzaki, z których tylny wyposażony był w ślepy korek LPG. Wyobraźcie sobie minę pracownika stacji benzynowej z logo muszelki, kiedy podjechałem BMW oznaczonym jako TDS, ale z korkiem wlewu gazu w zderzaku… i poprosiłem go zatankowanie benzyny za “5 dych”. Do dziś pamiętam jego minę – to było bezcenne! 

E36 drift
E36, które służyło do nauki (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Tylko bezpiecznie!

Najważniejsze o czym musimy pamiętać, to, żeby samochód, który wybierzemy był sprawny technicznie. Pod żadnym pozorem nie należy też podejmować się jazdy bokiem oraz innych ryzykownych manewrów w ruchu miejskim. Mierzmy siły na zamiary i poszerzajmy swoje umiejętności za kierownicą w bezpieczny i kontrolowany sposób. Ja wierzę, że jeżeli ktoś miał chęć i zapał, żeby opanować choćby podstawy driftingu, to z pewnością jest bezpieczniejszym kierowcą od osobnika, który nie traktuje prowadzenia samochodu jako hobby.  

Total
1
Shares
Related Posts