Praktyczność, niepowtarzalny styl i szczypta prądu. Nowy Fiat Panda Hybrid

Najnowszy Fiat Panda Hybrid to zderzenie dwóch światów. Z jednej strony to prosty w konstrukcji miejski samochód z urokliwym włoskim designem. Z drugiej strony ten mały samochodzik stara się na każdym kroku udowodnić swoją technologiczną przynależność do zelektryfikowanego świata trzeciej dekady tysiąclecia. Czy udało się Pandzie z sukcesem połączyć te dwie cechy?

Panda Cross wygląda w lesie jak w domu (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Panda rozpoczyna proces elektryfikacji marki Fiat


Najważniejszą zmianą jest hybrydowy układ napędowy. Po otwarciu maski niestety nie uraczymy widoku żadnego pomarańczowego przewodu (kolor używany do przesyłu prądu o wyższym napięciu). Na dodatek napęd realizowany jest przez 6-biegową skrzynię manualną, co oznacza, że samochód nie może samemu kontrolować kiedy i jak bardzo będzie ładował akumulator. W takim razie, na jakich zasadach działa układ Hybrydowy?

Panda silnik
Silnik 1.0 ma trzy cylindry i jest wspomagany “prądem” (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Nowy, litrowy silnik 3-cylindrowy z rodziny FireFly o mocy 70 KM (51 kW) przy 6000 obr./min i maksymalnym momencie obrotowym 92 Nm przy 3500 obr./min jest zespolony z 12-woltowym elektrycznym BSG (Belt integrated Starter Generator) i baterią litową. Głowica cylindrów ma dwa zawory na cylinder i pojedynczy wałek rozrządu z ciągłą zmianą faz rozrządu (rozrząd napędzany jest łańcuchem). System BSG jest zamontowany bezpośrednio na silniku i obsługiwany jest przez pasek, który napędza również mechanizmy pomocnicze. System pozwala na odzyskanie energii podczas hamowania i zwalniania, przechowywanie jej w akumulatorze litowym o pojemności 11 Ah i wykorzystanie, przy maksymalnej mocy 3600 W, do ponownego uruchomienia silnika w trybie Stop&Start i wspomagania go podczas przyspieszania.

Klasyczny kluczyk wsadza się w stacyjkę (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Jak to działa w praktyce?

Przyznam szczerze, że przez 3 dni jazdy Pandą w zróżnicowanych warunkach nie byłem w stanie naładować baterii nawet do poziomu 50%. Monochromatyczna ikona na desce rozdzielczej pokazywała mi, że jeśli silnik jest na biegu, a auto toczy się bez gazu – to ładuje się akumulator. Zacząłem więc nerwowo hamować silnikiem za każdym razem, co dla niewprawionego kierowcy oznacza redukowanie biegów i w ekstremalnej sytuacji potencjalny poślizg przednich kół. Japońskie i niemieckie hybrydy mają skrzynie automatyczne i pojazdy z takimi układami same decydują o tym kiedy i w jakim stopniu się ładować. Fiat zapewnia, że w porównaniu do wersji 1.2 Fire o mocy 69 KM, silnik Mild Hybrid redukuje zużycie paliwa, zmniejszając w ten sposób emisję CO2 średnio od 20 do nawet 30% bez obniżania osiągów. 

Plastikowo, ale uroczo (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Panda jest urocza na zewnątrz i od wewnątrz

Prawdziwe asy w rękawie włoskiego malucha to stylistyka nadwozia oraz wnętrze. Trzeba przyznać, że takie rzeczy Włosi wykonują wzorowo. Z zewnątrz wersja Cross wygląda jakby zjechała z planu filmu Jurrasic Park i jest gotowa sforsować każdą przeszkodę w miejskiej dżungli. Zwróćcie uwagę na design lamp oraz zderzaków – urocze i praktyczne. Równie pomysłowo jest w środku. Maleńki samochód jest bardzo pojemny. Teoretycznie miejsca jest niewiele, bo z pozycji kierowcy można bez wysiłku pociągnąć za każdą z 4 klamek wewnętrznych. Ale… jakimś cudem projektanci wygospodarowali cztery pełnoprawne miejsca siedzące dla dorosłych i duży bagażnik… Gdzie to wszystko się zmieściło? Nie mam pojęcia. Deska rozdzielcza nowej Pandy występuje w odcieniu zieleni „Dewdrop”, który świetnie kontrastuje z czernią plastików. Same plastiki są twarde i sprawiają wrażenie niezbyt luksusowych, ale za to pokrywają je maleńkie litery składające się w niekończącą się mozaikę słowa „PANDA”. Równie ciekawa jest tapicerka wykonana częściowo z przędzy SEAQUAL®YARN, która jest z recyklingu i wygląda jak piankowy kostium dla surferów. Na uwagę zasługuje duży otwarty schowek przed pasażerem. Pamiętam pierwszą generację Fiata Punto, gdzie ów przestrzeń była paskudnie zabrana przez airbag pasażera. Nowsza poduszka wyskakuje z góry deski rozdzielczej i ten patent wrócił do łask. 

Tylne lampy mają ciekawy wzór (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Czy warto kupić Pandę?

Wersja City Cross Launch Edition Hybrid to wydatek minimum 56 tys. zł, a testowany egzemplarz jest wyceniony na ponad 60 tys. Tak skonfigurowany cennik budzi moje obawy o konkurencyjność Pandy na polskim rynku. Panda jest maleńka, świetnie skręca w ciasnych uliczkach i ma wiele uroku. To jednak nie wystarczy, żeby mnie przekonać, bo całościowo Panda sprawia wrażenie samochodu, który konstrukcyjnie oraz technologicznie pamięta jeszcze poprzednie epoki. Twarde plastiki, kiepskie wyciszenie i słabe osiągi silnika sprawiają, że Panda nie jest niestety już samochodem na tyle wszechstronnym, żeby skusić klientów pamiętających czasy, kiedy produkt Fiata był jedynym środkiem transportu w domostwie.

Tapicerka wygląda jak strój do surfowania (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

Historia Pandy

Historia Fiata Pandy to ponad 40 lat, podczas których Fiat sprzedał w sumie ponad 7,5 miliona egzemplarzy. Fita Panda był na przykład pierwszym miejskim samochodem z napędem na cztery koła (1983), pierwszym w swoim segmencie samochodem, który zdobył prestiżowy tytuł „Samochód Roku” (2004) i Panda to również pierwszy miejski samochód, który dotarł na wysokość 5200 metrów, u stóp Mount Everestu.

Wnętrze pandy zaskakuje przestronnością (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)

SEAQUAL INITIATIVE

Po raz pierwszy w motoryzacji, częściowo wykorzystano przędzę SEAQUAL®YARN, wykonaną ze specjalnego materiału z certyfikatem SEAQUAL INITIATIVE i uzyskiwaną z plastiku pochodzącego z recyklingu: 10% plastiku pochodzi z oczyszczania mórz, a 90% z lądu. By uzyskać SEAQUAL® YARN należy najpierw przekształcić plastik w płatki PET, później z tych płatków wytworzyć przędzę, z której produkowane są tkaniny. W fazie tkania, poliester pochodzenia morskiego jest mieszany z innymi, przyjaznymi dla środowiska włóknami, które są poddawane recyklingowi lub pochodzą z odzysku. Ten „zielony proces” oparty na oszczędności wody i energii kończy się zastosowaniem ekologicznych barwników i wykończeń.

Panda niestety nie grzeszy dobrymi osiągami (fot. Krzysztof Kaźmierczak/automotyw.com)
Total
0
Shares
Related Posts