Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Letourneur et Marchand: Francuski Szyk

W kolekcjonerskim świecie nadwozia paryskiej manufaktury cenione są bardzo wysoko
1950 Delahaye-135M Cabriolet by Letourneur et Marchand (fot. RMSothebys)

Wśród francuskich manufaktur nadwoziowych, które szczyt aktywności wykazały w okresie miedzywojennym, jest także kilka mniej znanych, a na pewno wartych zainteresowania. Jedną z nich jest Letourneur et Marchand z Neuilly-sur-Seine.

Delahaye 135M Cabriolet
1950 Delahaye 135M Cabriolet (fot. RM Sotheby’s)

Historia zaczyna się tej firmy dość szablonowo: panowie Jean-Marie Letourneur i Jean-Arthur Marchand pracowali sobie spokojnie w prosperującej nieźle firmie nadwoziowej Henriego Bindera do momentu, gdy doszli do wniosku, że poradzą sobie sami i że są w stanie stworzyć własny, oryginalny styl. Wspólne przedsiębiorstwo założyli w 1905 roku. Siedziba nowej firmy znajdowała się na wyspie na Sekwanie (Ile de la Jette) w Neuilly-sur-Seine – przedsiębiorczy dżentelmeni przejęli majątek zbankrutowanej manufaktury karoseryjnej Wehrle Godard Desmaret.

Letourneur et Marchand
Nadwozia Letourneur et Marchand mają swój niepowtarzalny styl(fot. RM Sotheby’s)

Początkowo działali dość ostrożnie, podejmując się wyłącznie prac zleconych przez inne, posiadające już reputację firmy nadwoziowe, w tym wspomniany już zakład Bindera, a także bardzo renomowane manufaktury Franay i Labourdette. Powolutku zaczynali tworzyć własne, oryginalne konstrukcje, w tym na przykład dla marki Darracq. Dopiero od 1907 naprawdę oferowali nadwozia na indywidualne zamówienia. Sytuację finansową zakładu ratował fakt, że Marchand przyjaźnił się z producentem samolotów, Leonem Morane, który zlecił zakładowi pracę w roli podwykonawcy dla własnej fabryki – chodziło o produkcję kadłubów i skrzydeł samolotów Morane-Saulnier. Warto wspomnieć, że samoloty tego producenta znane były i w międzywojennej Polsce — wykorzystywano je na przykład do szkolenia pilotów w dęblińskiej Szkole Orląt (choć były to naturalnie modele znacznie późniejsze). Do wybuchu pierwszej wojny światowej Letourneur i Marchand zbudowali aż 1228 samochodowych nadwozi.

 Bugatti Type 57 Cabriolet
Wnętrze 1939 Bugatti Type 57 Cabriolet (fot. RM Sotheby’s)

Po pokoju w Wersalu firma szybko się podniosła i zaczęła bardzo odważną ekspansję. Skupiając się na tworzeniu karoserii dla prestiżowych marek, takich jak Panhard, Hispano-Suiza czy Voisin, manufaktura budowała nadwozia w formalnym i eleganckim stylu, pozbawione ekstrawagancji. Od 1923 korzystano z eleganckiego salonu sprzedaży, wynajętego w hotelu Claridge na Polach Elizejskich – stąd w nazwie niektórych samochodów wyraz “Claridge”. Pracochłonne i budowane bez pośpiechu luksusowe nadwozia nie mogły wystarczyć do uzyskania dodatniego wyniku finansowego, dlatego panowie Letourneur i Marchand uruchomili produkcję seryjną prostszych karoserii z zastosowaniem marki “Autobineau” – by nie psuć renomy sztandarowych wytworów manufaktury.

Bugatti Type 57 Cabriolet by Letourneur et Marchand
1939 Bugatti Type 57 Cabriolet. Fascynacja art deco widoczna jest w wielu detalach(fot. RM Sotheby’s)


Syn Letourneura, Marcel, po odbyciu stażu w jednej z angielskich firm karoseryjnych, rozpoczął w 1928 roku pracę w firmie ojca i dość szybko wykazał się sporym talentem. To właśnie on zaprojektował w 1932 roku słynne coupe “panoramiczne” z szybami bocznymi bez słupków, nazywane także czasem “Yo Yo”, co stanowiło nawiązanie do sztuki Art Deco. Swoją wizję samochodów ze sztywnym dachem, których kształty szyb kojarzyły się z motywami dekoracyjnymi właśnie stylu Art Deco rozwijał Marcel konsekwentnie, zaprojektował także piękne coupe Aerosport z 1936 roku. Cenione nadwozia firmy Letourneur et Marchand zamawiano w latach przedwojennych głównie do podwozi Delage, ale również Bugatti (19 sztuk), Rolls-Royce, Delahaye, Renault, Panhard czy Buick.

Bugatti Type 57 Cabriolet by Letourneur et Marchand
Dziś chyba tylko nieliczne marki przywiązują uwagę do takich detali (fot. RM Sotheby’s)

Wybuch wojny skłonił wspólników do przeniesienia firmy poza stolicę Francji. Okupant wymusił zmianę profilu produkcji: wspaniała manufaktura karoseryjna wytwarzała karetki pogotowia i szoferki dla ciężarówek. Letourneur senior zmarł w 1944 roku, tuż przed wyzwoleniem Francji, zaś jego wspólnik – dwa lata później. Firma istniała nadal, ale pod nowym kierownictwem i rynek w niczym nie przypominał przedwojennego. Przez pięć lat, między 1947 i 1952, zakład zbudował tylko 67 nadwozi. Spółka się nie poddawała – Marcel Letourneur zaprojektował piękny kabriolet na bazie Renault Fregate, który koncern zgodził się umieścić w cenniku. Manufaktura zbudowała jednak tylko 69 sztuk owego samochodu; na zakład tego typu zwyczajnie nie było już miejsca. W 1959 roku zaprzestano prób budowy nadwozi samochodów osobowych i firma przerzuciła się na karoserie dla wozów ciężarowych. Niestety ten rynek także zbyt długo nie utrzymał marki przy życiu. Firma Letourneur et Marchand ostatecznie przestała istnieć w roku 1973.

Delage D6 70 by Letourneur et Marchand
1947 Delage D6 70 (fot. RM Sotheby’s)

Dziś w kolekcjonerskim świecie nadwozia paryskiej manufaktury są cenione, ale nie mogą poszczycić się popularnością wśród początkujących kolekcjonerów. Realizacje na podwoziach Bugatti osiągają ceny między 1 i 2 milionami euro, zaś samochody powojenne na podwoziach Delahaye to kwestia tylko ćwierć miliona euro. Na pewno dzieła spółki z Neuilly nie mają w sobie przesady wytworów Saoutchika czy Figoniego, nadają się za to do kolekcji aut znacznie mniej nowatorskich formalnie. Trudno odmówić im subtelnej elegancji i znakomitych proporcji.

Total
3
Shares