Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Nowa Tesla Model Y -5 rzeczy, które musisz wiedzieć

Najlepiej sprzedający się samochód świata przeszedł największą metamorfozę w swojej historii. Sprawdzamy, co tak naprawdę się zmieniło i czy to wystarczy, by utrzymać dominację na globalnym rynku.

Wreszcie cisza – ale hamulce wciąż zawodzą

Jest ciszej, to znacząca poprawa (fot. Łukasz Walkiewicz)

Nowe zawieszenie z poprawionymi stabilizatorami, innymi oponami i wygłuszeniem nadkoli zrobiło swoje: Model Y przestał być głośnym i sztywnym autem, jakim był przez ostatnie pięć lat. Prowadzi się pewnie, spokojnie pochłania dziury i nie nurkuje w zakrętach. Słaby punkt? Hamulce. Pedał hamulca nie daje dostatecznie precyzyjnego feedbacku, co przy aucie ważącym blisko dwie tony jest odczuwalnym mankamentem – szczególnie podczas dynamicznej jazdy.

70 elementów w jednym – ale silnik i akumulator bez rewolucji

Odlewana ciśnieniowo tylna podłoga, zastępująca 70 komponentów jednym, to rzeczywisty przełom dla trwałości i sztywności nadwozia. Problem w tym, że serce auta – silnik i akumulator – pozostały praktycznie niezmienione względem poprzedniej generacji. Tesla tłumaczy to tym, że regularnie ulepsza podzespoły przez aktualizacje OTA, co jest argumentem sensownym, ale dla kupującego nowy model na salonowej premierze może brzmieć jak słabe usprawiedliwienie.

Ładniejszy, lecz coraz bardziej anonimowy

Jakie to auto? (fot. Łukasz Walkiewicz)

Nowa stylizacja jest bez wątpienia elegancka: ukryta belka świetlna z tyłu, solidniejsze zderzaki i dopracowane proporcje sprawiają, że stara generacja wygląda przy niej zwyczajnie staro. Ale jest haczyk – usunięto emblemat z przodu, przez co przechodnie nie wiedzą, co mijają. Co gorsza, auto zaczyna wyglądać jak jeden z wielu elektrycznych SUV-ów. Tam, gdzie Tesla kiedyś definiowała estetykę segmentu, teraz dołącza do tłumu – a rosnąca konkurencja z Chin serwuje podobną stylistykę, w dodatku w niższych cenach.

Imponująca przestrzeń, ale ekran wciąż nie zastąpi przycisków

Minimalizm w wersji minimalnej (fot. Łukasz Walkiewicz)

854 litry bagażnika, 117-litrowy kuferek z przodu, tablet dla tylnych pasażerów, elektrycznie składane oparcia – lista praktycznych atutów jest długa. Ale wnętrze technologicznie zrobiło krok wstecz. Minimalistyczna deska rozdzielcza z 15-calowym ekranem i pojedynczą dźwignią kierunkowskazów wygląda bardziej jak generyczny produkt niż wyróżnik marki. Obsługa przez dotyk nadal spowalnia codzienne czynności – aktywacja głosowa pomaga, ale nie rozwiązuje problemu do końca. Oświetlenie ambientowe jest ładne, ale przecież dziś to standard, nie wyróżnik.

Tylna kanapa jest wygodna i dużo tam miejsca (fot. Łukasz Walkiewicz)

610 km w WLTP – ale wersja Standard rozczarowuje zimą

Long Range z napędem na wszystkie koła to 610 km zasięgu i ładowanie na poziomie 175 kW – 260 km w 15 minut robi wrażenie. Jednak najtańszy wariant Standard (akumulator ~60 kWh) ma poważną słabość: deklarowane około 500 km przy zimowej jeździe kurczy się o 1/3. Dla kogoś, kto często korzysta z autostrad lub mieszka w zimnym klimacie, realna dostępność Superchargerów może decydować o tym, czy zakup ma sens. W Polsce wciąż jednak jest ich odrobinę za mało.

„Tesla naprawiła to, co najbardziej bolało – hałas i sztywność – ale nie zdecydowała się na rewolucję. Nowy Model Y jest dojrzalszy i przyjemniejszy, choć wnętrze stało się bardziej generyczne, a charakterystyczny wygląd rozmył się w tłumie elektrycznych SUV-ów. Dobry samochód, który kiedyś był zaskoczeniem. Teraz jest po prostu dobry.”

Total
0
Shares