Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Nowy Hyundai Kona. Ważny i pożądany debiut na polskim rynku

Już w najbliższych tygodniach Hyundai Kona pojawi się w polskich salonach. Pierwsze egzemplarze już do nas płyną, a według przedstawicieli marki, czas oczekiwania na dany egzemplarz nie powinien być przesadnie długi. Tego modelu wypatrywaliśmy z niecierpliwością. Jest jednym z ważniejszych w europejskiej gamie Hyundaia, a w nowy wcieleniu ociera się już o klasę kompaktową. Zobaczyliśmy to auto, póki co statycznie, jeszcze nim nie jeżdżąc. Jakie są nasze pierwsze wrażenia?

Hyundai Kona w kolorach miętowym, szarym i czerwonym zaparkowane pod restauracją
Koreańska marka kontynuuje futurystyczne podejście do projektów swoich aut (fot. Piotr Zubrzycki/Automotyw.com)

Hyundai niezwykle odważnie projektuje kolejne auta. Za futurystycznymi elektrykami próbują gonić spalinówki. W tym jednak przypadku konstruowanie zaczęto z myślą o bezemisyjnej wersji, a później zabrano się za te z klasycznym napędem. Efekt widzicie sami. Druga generacja Kony wygląda ciekawie i jednocześnie dojrzale. Nie pomylimy jej na drodze z żadnym innym modelem. W udany sposób połączono tu krzywizny, prostokąty z łagodnymi obłościami. Do tego możemy uzyskać do niej dostęp, przenosząc kluczyk do cyfrowego świata smartfonów. Wystarczy w technologia NFC w naszym telefonie.

Hyundai Kona w kategorii rozmiarów plasuje się między Bayonem a Tucsonem. W stosunku do poprzednika urósł aż o 15 cm! Mierzy teraz 435 cm. Jest też szerszy o 2,5, a rozstaw osi zwiększył się o 6 cm. Tym samym możemy liczyć na znacznie więcej przestrzeni w kabinie. Według zapewnień produktowców Hyundaia, to jeden z największych przedstawicieli gatunku. W bezpośrednim starciu moglibyśmy porównać go do Seata Ateca, przynajmniej w kwestii rozmiarów.

Więcej przestrzeni i analogowe przyciski

szare wnętrze Hyundai Kona 2023
Nowy Hyundai Kona robi dobre wrażenie również we wnętrzu. Jakość jest na wysokim poziomie (fot. Piot Zubrzycki/Automotyw.com)

Wielu producentów zapowiada powrót do czasów analogowych w kabinie, ale w kolejnych modelach, zwłaszcza niemieckich, doświadczamy coraz większych ekranów i dotykowego sterowania. Sprawy w swoje ręce wzięli koreańscy inżynierowie. Ważne funkcje wyciągnęli na wierzch, by ułatwić codzienną obsługę. Jednocześnie, w kabinie znajdziemy wiele nawiązań do znacznie droższych modeli, chociażby elektrycznych. To między innymi wajcha automatycznej przekładni. Umieszczono ją przy kierownicy i przeszczepiono wprost z Ioniqa 6. Ma spore rozmiary, zatem łatwo nią operować.

Konsolę centralną zaprojektowano segmentowo. Pośrodku znajduje się moduł zawiadujący dwustrefową klimatyzacją. Trochę przywodzi na myśl digitalowe kokpity stosowane w latach 80. Wiele przełączników i niewielki ekran o niewyszukanej rozdzielczości. Niżej umieszczony porty ładowania i schowek z indukcją dla smartfonów. To wygodne miejsce na telefon. Kolejny panel zawiera wybierak trybów jazdy oraz guziki uruchamiające trzystopniowe podgrzewanie i wentylację foteli. Jest też ogrzewane koło sterowe i układ autonomicznego parkowania. Nie zabrakło niezłej jakości kamery cofania i nowoczesności w postaci dwóch ekranów. Oba mają 12,3 cala i przykryto je wspólną taflą szkła. Całość wygląda elegancko i została solidnie spasowana.

Tylna kanapa Hyundai Kona 2023
Pasażerowie z tyłu mają sporo miejsca (fot. Piotr Zubrzycki/Automotyw.com)

Rozpatrując materiały wykończeniowe, musimy przyznać, że względem poprzednika notujemy wyraźny postęp. Górną część kokpitu obito dość miękkim tworzywem. Oszczędności widać natomiast na boczkach drzwiowych z niezbyt obszernym podłokietnikiem. Pozytywnie zaskakuje za to przestrzeń. Z przodu nietrudno przyjąć dogodną pozycję, a kanapa z powodzeniem zmieści pasażerów o wzroście nieznacznie przekraczającym 180 cm. Do tego doliczamy solidny kufer o pojemności od 466 do 1300 litrów.

Hyundai Kona. Silniki i rodzaje napędów

przednie koło Hyundai Kona
Większość wersji ma napęd na przednie koła, ale klienci mają też do wyboru AWD (fot. Piotr Zubrzycki/Automotyw.com)

Jedyne, czego nie ma Hyundai Kona to diesla. Tego napędu i tak nie było już w poprzedniku. W pozostałych modelach koreańskiej marki też jest wypierany przez warianty wspierane prądem. Mimo że to auto zaczęto projektować z myślą o elektryku, ten pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Wiemy jedynie, że jego zasięg w średnim cyklu ma przekroczyć 500 kilometrów.

W pozostałych przypadkach o sile stanowi benzyna. W bazowej specyfikacji to dobrze znane 1.0 T-GDI o mocy 120 KM i 172 Nm. W połączeniu z manualną skrzynią rozpędza się do setki w 11,8 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 180 km/h, a średnie zużycie paliwa to 5,7-6,1 l. Jeśli wysupłamy z kieszeni nieco ponad 10 tysięcy zł, możemy zwiększyć komfort za sprawą dwusprzęgłowego automatu o 7 stopniach. Wraz z nią otrzymujemy inteligentny tempomat z funkcją asystenta jazdy w korku. Co to oznacza? Auto się zatrzyma i ruszy, gdy poprzedzający pojazd zacznie przyspieszać.

Kolejny poziom to już 1.6 T-GDI generujące 198 KM i 265 Nm. Niestety, nie ma nic pomiędzy ale podobnie wygląda polityka w przypadku poprzednika. Widocznie tak zdecydowali klienci, których pierwsza edycja znalazła ponad 1,5 miliona. To potężny kawałek tortu w segmencie B. Stawiając na mocny wariant, możemy liczyć na sprint do setki w 8,7 z manualną przekładnią i w 7,8 sekundy z automatem DCT. Jest też specyfikacja z AWD, co stanowi rzadkość w tej klasie. Dobrze jednak mieć wybór.

Na deser pozostaje hybryda typu HEV. Nie naładujemy jej z gniazdka, ale odzyskamy energię podczas hamowania. Działa na zasadzie zbliżonej do tej w Toyotach. Bazuje na wolnossącym motorze 1.6 GDI i wykorzystuje wsparcie elektryka. Tandem rozwija 141 KM i 265 Nm. Nie imponuje osiągami (10,9 s do setki), ale zużywa skromne porcje paliwa – od 4,5 do 4,8 l. Na pewno w mieście, bo na autostradzie musimy liczyć się ze zwiększonym zapotrzebowaniem na paliwo.

Zmieniony Hyundai Kona już w Polsce

Hyundai Kona w kolorze miętowym stojący tyłem na tle muru z cegły
Niby tylko miejski SUV, ale bez 109 900 zł nie można myśleć o tym aucie (fot. Piotr Zubrzycki/Automotyw.com)

Hyundai Kona lada dzień pojawi się w salonach. Oczekiwania rynku są spore, przecież poprzednik przypadł do gustu europejskiej klienteli. Teraz mamy do czynienia z nowym wymiarem nowoczesności. To chociażby możliwość parkowania z pozycji smartfona czy w wariancie elektrycznym możliwość ładowania narzędzi lub nawet hulajnogi! W sam raz na wakacyjny kamping.

Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Zanim o samych liczbach, warto wiedzieć, że już w bazowej wersji Smart otrzymujemy reflektory LED, pełną elektrykę szyb i lusterek, tempomat, manualną klimatyzację i multimedia z Apple CarPlay i Android Auto. Taki zestaw ze 120-konnym benzyniakiem wyceniono na 109 900 zł (tysiąc zł rabatu). Dopłata do 1.6 T-GDI to niespełna 20 tysięcy, a hybrydowa specyfikacja HEV zaczyna się od 134 400 zł. Jeśli zamówimy Konę z całym dobrodziejstwem inwentarza, kwota na fakturze otrze się o 180 tysięcy zł.

Total
0
Shares