Szybkie i wściekłe. Niebezpieczne jak elektryki?

Ekologiczne i ekonomiczne, ale sprawiające problemy nieznane w przypadku samochodów z tradycyjnym napędem. Takie są właśnie samochody elektryczne. Jak je okiełznać?

Materiały prasowe Volkswagen

Dopiero 16-19 proc. Polaków (posiadających prawo jazdy kat. B) miało do czynienia z samochodami elektrycznymi, jak wynika z badań Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. To i tak dużo, zważywszy, że elektryków na naszych drogach jest zaledwie ponad 10 tysięcy. Jednak carsharing robi swoje i coraz więcej z nas miało okazję przynajmniej liznąć elektromobilności, wypożyczając BMW i3 albo Nissana Leafa.


Tymczasem przyzwyczajamy się do elektryków i stylu ich jazdy także dzięki hybrydom i hybrydom plug-in. Zwłaszcza na parkingach supermarketów i w garażach podziemnych przestają nas już szokować auta przemieszczające się bezgłośnie przy niskich prędkościach. One kompletnie nie hałasują, do czego powoli przywykamy.


Wciąż jednak nie wiemy, jak szybkie są elektryki. Charakterystyka napędu samochodu elektrycznego polega na tym, że układ dysponuje ogromnym momentem obrotowym, przekraczającym ten z silników benzynowych, nie mówiąc o dieslowskich. Na dodatek setki niutonometrów momentu dostępne są „od zera”, czyli od momentu naciśnięcia pedału gazu (w tym wypadku „gazu” tylko symbolicznie).


Czym to wszystko skutkuje? Niedocenieniem przez użytkowników potencjalnego niebezpieczeństwa elektryków. Mówiąc wprost: one są tak szybkie, że nowych kierowców, nieznających ich, szokują.


Nie chodzi nawet o pierwsze wrażenie, ale o nieumiejętność poradzenia sobie z nadmiarem mocy. Ta konkluzja nie jest wyłącznie obserwacją dziennikarzy zajmujących się motoryzacją, ale faktem znajdującym potwierdzenie w policyjnych statystykach.


Liderem elektromobliności na świecie jest Norwegia. Z wielu powodów (dopłaty, zwolnienia podatkowe, proekologiczna polityka rządu), w tym kraju tesle sprzedają się lepiej niż Volkswageny Golfy. Jednak w tym najbardziej zelektryfikowanym kraju świata liczba wypadków z udziałem aut na prąd wzrosła o 30 procent. Powody – według tamtejszych ekspertów i policji – są dwa. Oba wymienione wyżej: prędkość i bezgłośność elektryków.


Na szczęście, przynajmniej w Unii Europejskiej, mamy nowe prawo. Od 1 lipca 2020 roku, tak zdecydowała Komisja Europejska, auta elektryczne muszą być obowiązkowo wyposażone w system AVAS (Acoustic Vehicle Alerting System). Jest to system, który emituje dźwięk na zewnątrz samochodu podczas jazdy.


Chociaż na początku planowano, żeby system można było wyłączyć (niektórzy producenci, w tym Renault – Zoe, Hyundai – Kona Electric i inni zaczęli montować system wcześniej), to ostatecznie zdecydowano, żeby był obowiązkowy, przynajmniej do prędkości 20 km/h. Powyżej jest opcjonalny.


W drugiej połowie 2020 roku obowiązkiem posiadania systemu AVAS objęto nowe auta elektryczne (plus hybrydy i hybrydy plug-in), ale od 2021 r. AVAS będą musiały mieć wszystkie samochody elektryczne i hybrydowe zarejestrowane w Unii Europejskiej po raz pierwszy.
To pomoże uniknąć części wypadków, ale likwiduje tylko jeden z problemów, a – jak zostało powiedziane – problemy są dwa. Ten drugi jest nawet poważniejszy: chodzi o przyspieszenie.
Samochody elektryczne, zwłaszcza te nowej generacji, mają przyspieszenie „od zera do utraty prawa jazdy” (czyli 100 km/h w obszarze zabudowanym) na niespotykanym poziomie. Weźmy Nissana Leafa – jeden z najpopularniejszych wozów elektrycznych. 100 km/h na liczniku kierowca zobaczy po 7,9 sekundy. Egzemplarz auta miejskiego, nie sportowego, tej klasy, rozpędza się do setki nawet o 4-5 sekund dłużej. Mówimy o technologicznej przepaści.


Tymczasem elektryki są jeszcze szybsze w przyspieszaniu do 60 km/h. Wówczas niemal wszystkie zostawiają w tyle auta wielokrotnie droższe, także sportowe.


Są jednak elektryki nieprawdopodobnie wręcz szybkie, na dodatek przyspieszające bez żadnego wysiłku. Tak zachowują się Mercedes EQC (pierwszy elektro-SUV z gwiazdą na masce), Audi E-Tron, wszystkie auta Tesli z najszybszym Modelem S P100D na czele (to auto przyspiesza szybciej niż wyczynowe Ferrari LaFerrari), nowy Porsche Taycan Turbo S (sporo poniżej 3 sekund do setki).


Bez szkoleń i uświadamiania nowych właścicieli okiełznanie przez nich tych modeli przy kompletnej nieświadomości ich charakterystyki może być bardzo trudne.

Total
0
Shares