Tesla Model S Plaid nie przekroczy 200 mil na godzinę (322 km/h)

Tesla Model S Plaid, dziś nad ranem czasu polskiego Elon Musk wyjechał z fabryki pierwszym seryjnym egzemplarzem. I jak? Jak Tesla.
Pierwszy gest Elona Muska po wjeździe na scenę pierwszą Teslą S Plaid (źr. Tesla)

Tesla Model S Plaid to swoisty fenomen motoryzacji w ogóle, nie tylko tej na prąd. Oto bowiem miliony ludzi emocjonuje się autem, które, choć zapowiadane przez biznesmena-celebrytę (popularności w social mediach Elonowi Muskowi zazdroszczą wszyscy instagramerzy) już dość dawno temu, dopiero dziś wyjechało (pierwszy egzemplarz) z fabryki Tesli w Fremont. I to mimo tego, że zamówienia można składać już od wielu miesięcy. Tylko czy to, co wyjechało o 5:30 nad ranem czasu polskiego (o tej rozpoczął się szumnie zapowiadany Tesla Plaid event) faktycznie jest tym, co zapowiadał szef Tesli, Elon Musk? Niekoniecznie.

Hej, bezprzewodowa ładowarka dla aż dwóch smartfonów! Wow! (źr. Tesla)

Elon Musk manipuluje branżą motoryzacyjną i umysłami ludzi równie sprawnie, co kursem kryptowalut. Miał być model S Plaid+? No miał, ale go… nie będzie. Powód? Przecież “zwykły” Plaid jest wystarczająco amazing. Na dodatek znana od dawna cena modelu Plaid ostatnio wzrosła (a stało się to jeszcze przed wyjazdem owego pierwszego egzemplarza z fabryki). Przy czym wzrosła nie o dolara czy dwa, ale okrągłe 10. Tysięcy. Dolarów.

Trzy silniki, wektorowanie momentu obrotowego, nowa Tesla S Plaid (źr. Tesla)

Ale co tam, w końcu będzie elektryk, który będzie można kupić i który pojedzie szybciej niż 200 mil na godzinę, prawda? No tak… miało być, tyle że nie. Firma wycofała się z deklaracji o maksymalnej prędkości najszybszego modelu S w historii – maksymalna to właśnie równe 200 mph. Podobno. Tzn. jak spekulowali redaktorzy z serwisu Jalopnik, może i pojedzie, tylko musisz zakupić opcjonalne specjalne koła. Jest z nimi jednak problem – nie istnieją. Podobnie jak do wczoraj sama Tesla S Plaid.

Tak, nowa Tesla Plaid naprawdę nie ma kierownicy, tylko wolant, przynajmniej to jest zgodne z zapowiedziami (źr. Tesla)

Rzecz o kołach była wiadoma jeszcze przed dzisiejszą szumną premierą we Fremont, bo stosowna informacja została opublikowana przez Teslę na witrynie konfiguratora najszybszego elektryka amerykańskiej marki. Koła mają się pojawić jesienią 2021 roku. Ale hej, jakie to ma znaczenie? Tesla S Plaid ma wydajność porównywalną z… konsolą do gier Sony PlayStation 5! Serio, Elon Musk naprawdę się tym pochwalił. Ale to już wiedzieliśmy, w końcu moc obliczeniowa nowej Tesli pozwala uruchomić nawet Cyberpunka 2077.

Tak, Tesla szybka jak… konsola do gier najnowszej generacji (źr. Tesla)

Przypomnijmy – Tesla Model S Plaid została ogłoszona w ubiegłym roku. Auto przyćmiło teoretycznymi osiągami wszystko co znał świat motoryzacji. Przyśpieszenie do 96 km/h (60 mil/h) w mniej niż 2 sekundy, ćwierć mili w mniej niż 9 sekund, V max ponad 200 mil/h, nowe, znacznie wydajniejsze ogniwa cylindryczne (tzw. typ 4860). WOW! Tak zapewne pomyśleli Amerykanie, którzy rzucili się do zamówień niczym Reksio na szynkę.

Opór aerodynamiczny wyprodukowanego egzemplarza robi wrażenie (źr. Tesla)

Co wyjechało z Fremont? Cóż, Tesla model S Plaid, tyle że nie ma ogniw 4860, nie przejedzie ćwierć mili w czasie poniżej 9 sekund, nie pokona bariery 200 mil/h (bo koła! Których nie ma), jest droższa od zapowiedzi o 10 tys. USD i do tego spóźniona. Jednak w całym tym zamieszaniu warto pamiętać, że tak wysokie osiągi w samochodzie przeznaczonym na drogi publiczne to absurd, a Tesla Plaid i tak jest wyjątkowym autem, co go wyróżnia? Np. najniższy opór powietrza na świecie wśród seryjnie produkowanych aut.

Total
0
Shares