Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

VW T-Roc 1.5 TSI po lifcie. Test. Co się zmieniło? Czy warto go kupić?

VW T-Roc od momentu wejścia na rynek kilka lat temu pokazał, że ma potencjał na bestsellera. Lifting modelu to wrażenie poprawia.
VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

VW T-Roc to samochód, który wśród modeli dodanych do oferty marki w ostatniej dekadzie okazał się strzałem w dziesiątkę. W ciągu czterech lat od debiutu, sprzedano go w ponad milionie egzemplarzy, w tym roku pojawiła się wersja po liftingu i właśnie nią jeździliśmy. Zmian? Z zewnątrz niewiele, za to wewnątrz…

Gdy spojrzymy na statystyki, T-Roc to jeden z europejskich bestsellerów. Dotyczy to również Polski. Kompaktowy crossover Volkswagena w lipcu uplasował się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych i najchętniej kupowanych modeli w naszym kraju. Trudno się temu dziwić. Poprawiona kosmetycznie stylistyka poliftowego wydania, w połączeniu z funkcjonalnością sprawia, że T-Roc to auto, które wpasowuje się w wiele kryteriów wyboru. Szczególnie dotyczy to wersji, którą mieliśmy okazję testować, czyli VW T-Roc Style 1.5 ACT ze skrzynią DSG.

Z zewnątrz, kosmetyczne, ale udane zmiany

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Zmian wizualnych z zewnątrz wprowadzonych w wyniku liftingu jest niewiele i na pierwszy rzut oka dostrzegą je tylko pasjonaci modelu. Wyróżnikiem zmian są przede wszystkim światła. Charakterystyczny pasek dziennych LED-ów teraz ciągnie się praktycznie przez cały przedni pas dochodząc do wyróżniającego się logo marki.

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
Matrycowe światła w T-Roc to opcja, ale warta każdej złotówki (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

W naszym egzemplarzu były także matrycowe światła IQ.Light, które zdecydowanie wyróżniają ten model na plus na tle innych kompaktowych crossoverów. Owszem, to wyposażenie dodatkowe (kosztują 3670 zł), ale jeżeli zdarza się wam podróżować nocą, nie bierzcie T-Roca bez tej opcji. Naprawdę warto.

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
To nie karbon, tylko folia, ale i tak nieźle wygląda. (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Na słupku C dostrzegłem też miły dla oczu drobiazg. Widzicie to na powyższym zdjęciu. Oczywiście to nie jest karbon, lecz zwykła folia, ale w połączeniu z przyciemnianymi szybami w tylnej części nadwozia ten drobny zabieg stylistyczny robi robotę.

Wnętrze, wzorowa funkcjonalność i jeszcze więcej techniki

Wygoda typowa dla Volkswagena, kokpit z większą ilością techniki(fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

O ile zmiany nadwozia można uznać za kosmetyczne, to w kabinie poliftowego T-Roca zmieniło się naprawdę sporo. Właściwie cała deska rozdzielcza została od nowa przeprojektowana. Zapomnijcie o klasycznych zegarach, w najnowszym T-Rocu, bez względu na wybraną wersję wyposażenia, ich nie znajdziecie. Zamiast tego są wirtualne zegary w postaci ekranów o przekątnej 8 cali lub 10,25 cala. Nowy jest też ekran multimediów umieszczony w konsoli centralnej. W przeciwieństwie do wersji przedliftowej, został już pozbawiony jakichkolwiek fizycznych przycisków i pokręteł.

Nowa jest też wielofunkcyjna kierownica, układ przycisków pozostał charakterystyczny dla modeli Volkswagena, ale same przyciski zostały zmienione i bardziej przypominają panele dotykowe, zachowano jednak charakterystyczny klik podczas ich naciśnięcia, dzięki czemu wiecie, że coś nacisnęliście.

Lifting przyniósł też zmiany w oprogramowaniu T-Roca. Czy widać jakąś różnicę? Nie tylko widać, ale też i czuć. Przede wszystkim podczas naszego testu system ani razu nie zawiódł. Żadnych zawieszeń, przypadkowych rozłączeń ze smartfonem, czy innych niepożądanych zjawisko – do tej pory nie było to takie oczywiste w autach Volkswagena. Bezproblemowo działa też bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto.

Wewnątrz kompaktowo, ale i wygodnie

Z tyłu sporo miejsca zarówno na nogi jak i nad głową (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Pod względem przestrzeni nikt nie powinien narzekać. Fotele przednie są wygodne, sprawdzają się zarówno podczas krótkich przejazdów jak i w dłuższych trasach. Także na tylnej kanapie zmieszczą się nawet wysocy pasażerowie. Nie zapomniano o gniazdkach USB dla każdego rzędu (tylko USB-C, jak to w całej grupie VW), są podłokietniki dla obu rzędów, dodatkowo ten przedni jest regulowany zarówno wzdłużnie, jak i na wysokość. Gdybym miał się do czegoś przyczepić to chyba jedynie do zbyt płytkich cupholderów pomiędzy kierowcą a pasażerem. Węższe puszki (jak np. te z energetykami) mają w nich zbyt dużo luzu.

Bagażnik to przestrzeń zaprojektowana w przemyślany sposób (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Bagażnik w poliftowym VW T-Roc to przemyślana przestrzeń na pakunki. Producent deklaruje sporo, bo 445 litrów przy normalnym układzie siedzeń, a po złożeniu tylnych oparć kubatura rośnie do 1290 litrów. Regulowana podłoga pozwala albo uzyskać głębszą przestrzeń załadunkową, albo – w górnym położeniu – całkowicie płaską przestrzeń po złożeniu oparć tylnych siedzeń, z zapasową dość sporą ilością miejsca pod uchylną podłogą. To zasługa relatywnie sporej różnicy pomiędzy obydwoma możliwymi do ustawienia poziomami podłogi. Jest oświetlenie, są haczyki na torby, punkty mocowania siatki ochronnej i zapadki przytrzymujące podniesioną podłogę. Nie zapomniano o rękawie na dłuższe przedmioty w oparciu środkowego siedziska tylnej kanapy.

VW T-Roc. Co go napędza?

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT ta jednostka jest optymalnym wyborem w gamie tego modelu (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Volkswagen oferuje poliftowego T-Roca z pięcioma wariantami silnikowymi od bazowej 1-litrowej jednostki o mocy 110 KM, po topowe 300-konne 2.0 TSI w wersji T-Roc R. Jest też dwulitrowe TDI, co w tej klasie staje się już w Europie ewenementem. My dysponowaliśmy jednostką pośrednią, która wydaje się być optymalnym wyborem.

Pod maską naszego egzemplarza pracowała 4-cylindrowa, turbodoładowana benzynowa rzędówka o pojemności 1.5 litra i mocy 150 KM. Silnik jest wyposażony w technologię ACT, czyli aktywne odłączanie połowy cylindrów podczas żeglowania czy niskiego zapotrzebowania na moc. Hybrydy klasyczne lub plug-in? Takich w gamie tego modelu nie znajdziecie. Połączenie tych wszystkich cech sprawia, że testowana przez nas wersja napędowa stanowi złoty środek w gamie opisywanego modelu. Ma w zupełności wystarczającą moc do podróżowania na każdej klasie dróg (auto zbiera się do setki w 8,6 sekundy, nieźle), a dzięki ACT spokojna jazda naprawdę oznacza rzadsze odwiedzanie stacji paliw. W naszym egzemplarzu moc przekazywana była na przednią oś za pomocą volkswagenowskiej 7-biegowej skrzyni DSG, która dziś stanowi już dopracowaną konstrukcję, rozumiejącą zamysły kierowcy.

Jak jeździ VW T-Roc po lifcie?

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
Przyjemnie. To słowo oddaje, w jaki sposób prowadzi się to auto. (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Auto sprawdziliśmy zarówno w warunkach typowo miejskich, jak i w dłuższe trasie. Auto nie miało ani trybów jazdy do wyboru, ani adaptacyjnego zawieszenia, ale jest tak zestrojone, że w stricte cywilnym crossoverze takie bajery (podnoszące cenę) są na dobrą sprawę zbędne. Zawieszenie jest na tyle sztywne, że auto prowadzi się bardzo dobrze i precyzyjnie, ale i na tyle sprężyste, że nie rozlejecie kawy, którą właśnie wzięliście ze stacji. Jeżeli chcecie trochę więcej dynamiki, wystarczy przełączenie skrzyni DSG w tryb sportowy, wówczas ta zauważalnie żwawiej przeprowadza zmiany przełożeń, wkręca na wyższe obroty i sprawniej redukuje, dając odrobinę frajdy z prowadzenia. Co jednak nie pozostaje bez wpływu na zużycie paliwa.

VW T-Roc. Ile pali?

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
Dzięki technice ACT auto w dłuższych trasach mile zaskakuje niskim apetytem na paliwo(fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

W trybie sportowym, w mieście, trzeba liczyć się z przekroczeniem 8 litrów na setkę, ale spokojna, płynna jazda staje się dużo bardziej opłacalna. Zobaczcie wskazanie komputera pokładowego po pokonaniu typowo miejskiej, 11-kilometrowej trasy. 6,7 l/100 km to naprawdę dobry wynik.

W mieście spokojna jazda nie oznacza dużego zużycia (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Jeszcze lepiej będzie w trasie. Wybraliśmy się testowanym modelem nad Bałtyk. Szczerze? Liczyłem się z tym, że trzeba będzie odwiedzić stację benzynową, bo zbiornik paliwa ma pojemność 50 litrów. T-Roc jednak mile mnie zaskoczył. W trasie do Stegny auto zużyło zaledwie 5,6 l/100 km. I to nie jest hybryda! Generalnie poniżej macie wynik średniego zużycia paliwa po pokonaniu ponad 700 kilometrów. W zbiorniku pozostał jeszcze zapas na 110 km. I nie, to nie jest diesel.

Póki co, takich zasięgów elektryki mogą jedynie pozazdrościć (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

W trasie, na pokładzie naszego egzemplarza, dzięki obecności opcjonalnego topowego pakietu Travel Assist High, kierowcę wspiera istna armia systemów asystujących, które również zostały zauważalnie poprawione. To, że Volskwagen jest w stanie automatycznie zmniejszyć prędkość uwzględniając topografię trasy i jej układ (ronda, skrzyżowania, etc.) wiedziałem już wcześniej. Jednak teraz zmiany prędkości są zauważalnie łagodniejsze i bardziej płynne.

VW T-Roc. Werdykt i ceny

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT, auto zgrabne, powabne, pakowne i oszczędne przy spokojnej eksploatacji (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Dobra wiadomość jest taka, że lifting kompaktowego crossovera Volkswagena niczego nie popsuł, za to sporo poprawił, szczególnie w kwestii płynności i braku zacinania się oprogramowania pokładowego, jak i działania szerokiego zakresu asysty kierowcy. Funkcjonalność, jak to w Volkswagenie, jest wzorcowa, ale największym atutem jest testowana wersja silnikowa. 1.5 TSI ACT z DSG to prawdziwy złoty środek, który jest w stanie pogodzić tych z zacięciem do ekojazdy z tymi, którzy lubią czasem sobie “depnąć”. Silnik ten w trasie potrafi być zaskakująco oszczędny, jednocześnie w mieście nie trzeba się obawiać koszmarnie wysokiego spalania mimo braku obecności technik hybrydowych w tym układzie napędowym. Auto funkcjonalne, wygodne, posłuszne, a przy tym wpada w oko. Ile kosztuje?

VW T-Roc Style 1.5 TSI ACT (fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)
Wypasiony egzemplarz z parku prasowego jest drogi, ale opcjonalne dodatki to kwestia wyboru klienta. Jedyne na czym bym nie oszczędzał, to matrycowe reflektory(fot. Jakub Kornacki / Automotyw.com)

Bazowo Volkswagen T-Roc startuje w cenniku niemieckiej marki od 103 790 zł. Jeżeli zechcecie mieć dokładnie ten sam, zalecany przez nas wariant napędowy, którym i my dysponowaliśmy, pułap cenowy rośnie do 116 190 zł. My dysponowaliśmy wersją wyposażeniową Style, która startuje od 132 190 zł, jednak wyposażenia dodatkowego było sporo, co windowało cenę testowanego egzemplarza do pokaźnej kwoty 171 130 zł. Oczywiście wyposażenie dodatkowe to kwestia indywidualnego wyboru, jednej rzeczy jednak nie pomijajcie: matrycowych świateł IQ.Light.

Zobacz test najszybszej wersji sprzed liftu – VW T-Roc R

Plusy:

  • Nowoczesne, praktyczne wnętrze
  • Oszczędny silnik przy spokojnej jeździe
  • Bardzo dobre matrycowe światła (jak na klasę pojazdu)
  • 1.5 TSI to optymalny wariant napędowy
  • Rozumiejąca zamysły kierowcy skrzynia DSG
  • Precyzyjne prowadzenie, niezła zwrotność
  • W zupełności wystarczająca dynamika
  • Sporo techniki na pokładzie, która nie przeszkadza
  • Łagodniejsze działanie asysty kierowcy

Minusy:

  • Zbyt płytkie cupholdery z przodu
Total
0
Shares