SSC Tuatara – ten model ma pecha

SSC Tuatara to supersamochód, o którym zrobiło się głośno przy próbie bicia rekordu prędkości. Rekord ostatecznie padł, ale nie do końca. A teraz jeszcze ta kraksa…
SSC_Tuatara_Record
A miało być tak pięknie… (fot. materiały prasowe producenta / SSC North America)

SSC Tuatara – to miał być bolid, który będzie na ustach wszystkich. Przez jakiś czas był, ale nie z tego powodu o jakim marzył Jerod Shelby, założyciel SSC North America. Krótkie przypomnienie. SSC Tuatara to hipersamochód zbudowany po to, by stać się najszybszym, seryjnie produkowanym autem świata i pierwszym, które pobije granicę 500 km/h. To pierwsze się – owszem – Tuatarze udało, drugie – niezupełnie.

Pierwsze koty za płoty

Zaczęło się od tego, że w październiku ubiegłego roku świat obiegło nagranie rzekomego pobicia rekordu prędkości przez seryjnie produkowane auto. Wówczas do wszystkich dotarła informacja, że oto SSC Tuatara popędził z prędkością przekraczającą absurdalne 530 km/h – zresztą, sami się nabraliśmy (zobacz materiał)

Dość szybko jednak, zamiast spektakularnego rekordu zaczęła się z całej sprawy robić spektakularna afera. Okazało się bowiem, że nie zabrakło ludzi, którzy zaczęli rozbierać udostępnione nagranie z “bicia rekordu” na czynniki pierwsze. Na efekty pracy podważające wiarygodność rekordowego przejazdu nie trzeba było długo czekać.

Kontrowersje wokół rekordu

Skandal wokół rekordu prędkości SSC Tuatara

Do kontrowersji postanowił się odnieść sam Jerod Shelby – zresztą, mówiąc wprost, nie bardzo miał inne wyjście. Przyznał, że nagranie było nie-do-końca-takie-jakie-powinno-być (szczegóły w naszym kolejnym materiale), ale ostatecznie zapewnił, że rekordowy przejazd zostanie powtórzony. Owszem, został powtórzony, ale najbardziej spektakularnej granicy – 500 km/h – nie udało się pobić. Rezultat osiągnięty przez samochód SSC Tuatara na nieczynnym pasie startowym wykorzystywanym niegdyś przez amerykańskie wahadłowce kosmiczne to 455,3 km/h. Szczegóły w kolejnym naszym materiale:

Do trzech razy sztuka?

Nie ulega wątpliwości, że rezultat ten jest imponujący, ale… to jednak nie 500 km/h. W weekend o Tuatarze przypomniał ślepy los. Jak poinformował na swoim Instagramie serwis TheDrive, bolid został uszkodzony w wypadku drogowym, podczas przejazdu na Florydę, gdzie auto miało trafić na tor w celu zrealizowania kolejnej próby bicia rekordu. Niestety, do kolejnej próby nie dojdzie, bo bolid wymaga naprawy – silne wiatry w stanie Utah po prostu przewróciły ciężarówkę przewożącą SSC Tuatarę. Wygląda na to, że na pokonanie granicy prędkości 500 km/h jeszcze trochę poczekamy.

SSC Tuatara
Rozbita SSC Tuatara, w tle Jarod Shelby – nie wygląda na zadowolonego (fot. TheDrive)

Pytanie, czy Shelby’emu wystarczy cierpliwości. Wygląda na to, że tak. Auto jest już ponoć w trakcie naprawy, a to oznacza, że ostatecznie do kolejnej próby bicia rekordu dojdzie. No.. chyba, że znowu powieje wiatr…

Total
0
Shares