Gdzie naładować samochód elektryczny?

ładowarka
Stacja ładowania samochodów elektrycznych (fot. Shutterstock)

Przyszłość jest elektryczna. Nie uciekniemy od niej. Co jakiś czas kolejni producenci ogłaszają zakończenie produkcji silników spalinowych. Takie deklaracje padały już m.in. ze strony Volkswagena, czy Audi. Dlatego coraz więcej osób realnie interesuje się autami elektrycznymi. Tankowanie auta spalinowego nie wymaga komentarza, a gdzie naładować samochód elektryczny? To tylko z pozoru banalne pytanie.

Ile ładuje się samochód elektryczny? Przegląd danych modeli dostępnych w Polsce

Gdzie naładować samochód elektryczny – dom to optymalny wybór

Rozważając ewentualny zakup w przyszłości auta elektrycznego zawsze powinniśmy brać pod uwagę możliwość ładowania we własnym domu lub we własnym garażu. Oczywiście zakładamy, że garaż jest zelektryfikowany. Czym dysponujemy?

Zwykłe gniazdko jednofazowe 10 A / 230 V

ładowanie auta elektrycznego
Ładowanie auta z domu jest możliwe bez jakichkolwiek inwestycji, ze zwykłego gniazdka (fot. Shutterstock)

Takie gniazdko ma w domu każdy z nas. Jeżeli mamy gdzie podłączyć komputer, czajnik elektryczny, żelazko, czy dowolnie inne urządzenie elektryczne, to możemy równie dobrze podłączyć każdy elektryczny samochód osobowy, czy hybrydę plug-in. Każde z tego typu aut jest wyposażone w pokładową ładowarkę zdolną do współpracy właśnie z tego typu najprostszą, jednofazową instalacją elektryczną. Maksymalna moc jaką można uzyskać z tego typu gniazdka jest łatwa do obliczenia: 230 V razy 10 A daje 2300 W i taką właśnie moc nasze domowe gniazdko może przekazać do auta. 2,3 kW oznacza, że w godzinę bateria trakcyjna auta przyjmie maks. 2,3 kWh. Zwykle nieco mniej, bo każdy rodzaj przesyłania prądu generuje straty (kable mają opór), ale możemy przyjąć, że w takim scenariuszu auto elektryczne przyjmie realnie 2 kWh na godzinę. Mało, to prawda, ale przecież z auta nie korzystamy stale. Tak naprawdę prywatne samochody w swoim cyklu życia więcej stoją niż jeżdżą. Zatem podłączając auto w godzinach 22 – 6 baterie powinny podładować się o ok. 16 kWh. To nie jest dużo i o ile wystarczy do naładowania każdej hybrydy plug-in, to już nie wystarczy do napełnienia energią akumulatorów aut elektrycznych. Niemniej czy każdego dnia przejeżdżamy tyle kilometrów by wyczerpać całkowity zasięg? Najczęściej nie, dlatego pamiętanie o podłączeniu auta do gniazdka zawsze, gdy stoi zaparkowane w naszym domu/garażu to nawyk, dzięki któremu praktycznie zawsze będziemy dysponować napełnionym energią “elektrykiem”.

Pełne naładowanie rozładowanego auta elektrycznego tym sposobem będzie trwało długo. Zależnie od pojemności akumulatorów trakcyjnych w danym modelu. Te mają obecnie pojemności od ok. 30 kWh do 100 kWh. Jak łatwo zatem wyliczyć, pełne naładowanie ze zwykłego gniazdka (w uproszczeniu 2 kWh na godzinę) będzie trwać od 15 do nawet 50 godzin. Długo. Można ten proces jednak przyśpieszyć.

Domowa “siła”, czyli gniazdko trójfazowe i natężenie 16 A

W wielu domach, oprócz zwykłej instalacji 230 V, mamy też dostęp do gniazdek trójfazowych zwanych potocznie “siłowymi”. W takim przypadku, zależnie od mocy przyłącza do danej nieruchomości mamy możliwość skorzystania z gniazdka trójfazowego zdolnego do przesyłu prądu o natężeniu 16 A. Maksymalna moc jaką można przesłać przez taką instalację to 11 kW, ale uwaga! Tylko i wyłącznie wtedy, gdy ładowarka pokładowa danego modelu auta elektrycznego też jest trójfazowa! Tymczasem w wielu modelach za trójfazową ładowarkę pokładową trzeba dopłacić. Dlatego należy zawsze upewnić się, czy samochód, który zamierzamy ładować z gniazdka “siłowego” we własnym garażu będzie w stanie wykorzystać jego potencjał. W przeciwnym razie, nawet po zastosowaniu odpowiedniej przejściówki do gniazdka siłowego auto będzie czerpać prąd tylko z jednej fazy, a maksymalna moc ładowania wyniesie ok. 3,7 kW. Czyli mniej niż 11 kW. Trzeba też pamiętać, że w takim przypadku musimy wyposażyć się w odpowiedni kabel (zwany “ładowarką” choć jest tylko przejściówką z gniazda siłowego na gniazdo typ 2 Mennekes w aucie), przykład takiego sprzętu na poniższym zdjęciu:

Kabel 16A 3-fazowy (11 kW) umożliwiający podpięcie auta do gniazda siłowego – cena takiego ustrojstwa to… 1700 zł (fot. solarne.info)

Domowa “siła”, czyli gniazdko trójfazowe i natężenie 32 A

Odpowiadając na pytanie “Gdzie naładować samochód elektryczny?” musimy wspomnieć o najszybszym domowym sposobie. Siła i 32A to najmocniejsza “cywilna” instalacja dostępna dla zwykłego obywatela. Oczywiście możliwe są i mocniejsze przyłącza, ale to już bardziej prąd przemysłowy, co wykracza poza nasze rozważania. W interesującym nas przypadku maksymalna moc prądu jaki może zostać przesłany przez domową instalację to 22 kW (3 fazy po 32 ampery czyli 3 x 7,4 kW = 22 kW). Jednak to, czy taka moc faktycznie zostanie przyjęta przez zestaw akumulatorów w samochodzie elektrycznym zależy od parametrów pokładowej ładowarki. Jeżeli rzeczona ładowarka jest jednofazowa, to mimo dostępności mocy 22 kW auto i tak nie przyjmie więcej niż 32 ampery z jednej fazy, czyli 7,4 kW. Ponadto w przypadku wielu hybryd plug-in na pokładzie są ładowarki jednofazowe zdolne do “przyjęcia” prądu o natężeniu 16 A, co oznacza maksymalną moc ładowania na poziomie 3,7 kW niezależnie od tego, ile więcej domowa instalacja faktycznie jest w stanie przesłać do auta. Niestety również w tym przypadku raczej nie otrzymamy od producenta odpowiedniego okablowania i musimy się w taki osprzęt doposażyć sami – urządzenie wygląda podobnie do pokazanego wcześniej siłowego kabla 16A, ale jest droższe (ceny nawet powyżej 2000 zł). Posiadaczom instalacji trójfazowej można polecić wallboksa, który obecnie cenowo wcale nie wyjdzie drożej!

Wallbox – to nie jest ładowarka!

Volskwagen ID.charger
Klienci w Polsce mogą wybrać jeden z trzech wariantów ładowarek wallbox z serii ID.charger (fot. VW)

Producenci aut elektrycznych jak jeden mąż zachęcają klientów do zainwestowania w “ładowarki ścienne” czyli wallboksy. Cóż, włożymy kij w mrowisko, twierdzeniem, że wallboks nie jest tak naprawdę ładowarką, choć każdy mówi na wallboksy “naścienne ładowarki”. Tyle, że to potoczne wyrażenie nie ma nic wspólnego z tym, jak faktycznie urządzenia oferowane przez producentów i niezależnych dostawców, przeznaczone do zastosowań domowych/garażowych faktycznie działają. W istocie wallboksy to po prostu… ładnie wyglądające, odpowiednio bezpiecznej grubości kable nie zmieniające niczego w przesyłanym prądzie (na wejściu prąd zmienny, na wyjściu prąd zmienny), ewentualnie dodana elektronika monitorująca (licznik pokazujący ile energii zostało przesłanej do auta oraz zabezpieczenia weryfikujące parametry prądowe instalacji) czy inne bajery, takie jak np. interfejs bezprzewodowy, by użytkownik mógł sobie sprawdzać zużycie energii w aplikacji mobilnej. Tyle, że to ostatnie jest właściwie zbędne, bo każde auto elektryczne jest na tyle wysoko ucyfrowione, że sami producenci oferują własne aplikacje mobilne pozwalające monitorować i planować pobór prądu przez auto, niezależnie od tego, do jakiego typu złącza zostanie pojazd podłączony. To wygodne rozwiązanie, ale kosztuje. Na szczęście dziś nie trzeba już wydawać ok. 5 tys. zł na tego typu urządzenie, kwoty zaczynają się już od nieco ponad 1500 zł. Widoczny na powyższym zdjęciu wallbox proponowany przez markę Volkswagen, czyli ID.charger (moc 11 kW przy trzech fazach i 7,4 kW przy jednej fazie) startuje obecnie już od od 1729 zł.

Niezależnie od tego, w jakiej formie będziemy przesyłać prąd do auta we własnym domu/garażu, jest to najtańszy sposób ładowania auta elektrycznego. Średni koszt prądu w najpopularniejszej, konsumenckiej taryfie G11 w Polsce to obecnie 0,63 zł / 1 kWh. Oznacza to, że “natankowanie” np. najpojemniejszego wariantu (77 kWh) Volkswagena ID.3 (zasięg wg WLTP do 549 km) kosztuje nieco poniżej 50 zł. Nie ma tańszej alternatywy jeżeli chodzi o energię dla samochodu i dotyczy to zarówno aut elektrycznych, jak i kosztów generowanych przez samochody spalinowe.

Gdzie naładować samochód elektryczny w trasie – tylko prąd stały

Ładowarka sieci Greenway
Jedna ze stacji ładowania firmy GreenWay Polska (fot. GreenWay Polska)

Teoretycznie istnieje możliwość ładowania każdego auta elektrycznego na publicznych stacjach ładowania prądem zmiennym, ale to nie ma sensu. Głównie ze względu na długotrwałość takiej operacji. W domu bez większych problemów auto może się ładować długo, gdy z niego nie korzystamy, ale gdy jedziemy w trasę, to trudno oczekiwać kilkunastogodzinnych postojów w oczekiwaniu na napełnienie baterii. Dlatego w trasie jedynym sensownym wyborem są stacje szybkiego ładowania prądem stałym.

Na koniec maja 2021 roku w Polsce funkcjonowało prawie 1,5 tys. (dokładnie 1498) ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych oferujących 2897 punktów ładowania. Niestety zaledwie 33 proc. tej liczby (496 punktów) stanowią szybkie stacje ładowania prądem stałym, przy czym owa szybkość jest mocno zależna od przekazywanej przez dany punkt mocy. Najszybszymi (najmocniejszymi) stacjami ładowania w Polsce są dziś urządzenia o mocy 320 kW, mowa o ładowarkach Porsche Turbo Charger zapowiedzianych przez niemiecką markę w maju 2021.

Swoją sieć szybkich ładowarek zapowiedziała również firma Ionity, ale póki co na dziś żadna z nich nie działa. Polacy są póki co zdani na ładowarki o mocach rzędu 50 kW i 40 kW – takich miejsc jest obecnie najwięcej. W praktyce oznacza to, że naładowanie auta elektrycznego do 80 proc. pojemności baterii oznacza dłuższą przerwę w podróży, niż przystanek na stacji benzynowej. Dokładny czas zależy od modelu, pojemności baterii i tego, jak dużą moc jest w stanie zaakceptować dany pojazd. W ciągu półgodzinnej przerwy jesteśmy w stanie na takiej ładowarce pobrać ok. 20 – 25 kWh, co dla samochodu osobowego klasy kompaktowej oznacza wydłużenie realnego zasięgu szacunkowo o jakieś 100-150 km. Do bezstresowego poruszania się autem elektrycznym po Polsce sieć szybkich ładowarek jest wciąż zbyt mało zagęszczona, co wymaga od posiadaczy tego typu aut dokładnego planowania. Pomóc w tym mogą aplikacje mobilne, takie jak np. PlugShare.

Przydatne aplikacje dla kierowców

Total
144
Shares