Jaki samochód na pierwszy dla studenta? Różne potrzeby, różne auta

Student – gatunek, który charakteryzuje się ogromnym apetytem na życie, z którym kolidują umiarkowane zasoby finansowe. To, czego nie ma w portfelu, nierzadko nadrabia ułańską fantazją. Jaki więc wybrać samochód, jeśli całe kieszonkowe są wydawane na doczesne przyjemności, a mimo wszystko potrzebny jest nam środek transportu? 

Jaki powinien być samochód dla studenta?

Tani? Praktyczny? A może szpanerski? Studenci przecież często chcą być postrzegani jako bardzo niezależni, to może fajnie byłoby kupić kabriolet? A może lepszy byłby van, który zapewni „surferski” poziom wolności? My zdecydowaliśmy się, że za kryterium finansowe uznamy 5 tys. złotych. W końcu to o jedyne 200 zł więcej niż rok minimalnych wypłat kredytu studenckiego. W takim razie, co kupić „za piątaka”, żeby było nie tylko fajne, ale i niegłupie… Do niektórych kategorii mamy całe poradniki – warto zajrzeć w załączone linki, ale do rzeczy!

Miejski hatchback

hot-hatch
Toyota Yaris 1 generacji (fot. mat. prasowe)

To jedna z niewielu kategorii, gdzie 5 tys. złotych pozwoli naprawdę poszaleć. Wybór? O dziwo całkiem spory (mamy cały artykuł na ten temat), ale my polecamy po prost Toyotę. Jaką? Co powiecie na małego Yarisa? Ten miejski wojownik jest autem cieszącym się uznaniem ze względu na trwałość. Ale nawet tutaj mówimy o dwudziestoletnim modelu i o zadbany egzemplarz coraz trudniej. Bezpieczny motor to benzynowy 1.0 o mocy 68 KM. Jeżeli znajdziecie auto z tym napędem, które jeszcze nie zgniło, to należy brać! Alternatywnie można zainteresować się Corollą VIII generacji. Mnóstwo takich aut jeździ bezawaryjnie do dziś. Pod maską trwałe silniki benzynowe od 1.3. do 1.6 (jest też 1.8 z napędem na obie osie, ale nie w Polsce). Są też wersje wysokoprężne, ale je stanowczo odradzamy – kupując Toyotę zawsze decydujmy się na silnik benzynowy.

Studenckie i bezpieczne

Volvo 850 (fot. mat. prasowe)
Volvo 850 (fot. mat. prasowe)

Być może studencki środek transportu będzie współfinansowany z budżetu rodziców. A jak najlepiej przekonać mamę i tatę do zainwestowania? Najsilniejszy argument to bezpieczeństwo. Z tym najmocniej kojarzy się jedna marka – Volvo. A jakie Volvo możemy kupić za 5 tys. złotych?Największy wybór będziemy mieli wśród egzemplarzy S40 i V40 pierwszej generacji, ale nie dajmy się skusić niskim cenom. Ten samochód współdzieli rozwiązania techniczne z Mitsubishi Carismą i ma spore problemy z niezawodnością. Dużo lepiej wyjdziemy szukając auta z serii 850 lub 940. To duże limuzyny i będą wiekowe, ale to pancerne konstrukcje. Jak w każdym samochodzie z tego okresu szukajmy ognisk korozji, ale jeżeli wstępne oględziny wykażą, że jest jej niewiele to radzimy zdecydować się na auto z 2,5-litrowym benzynowym silnikiem wolnossącym. To najlepszy kompromis pomiędzy dynamiką, a niezawodnością. Samochody z tego okresu są dość dziwnie wyposażone. Klimatyzacja to raczej luksus, ale za to często spotykane są podgrzewane fotele.

Van

Toyota Previa (fot. mat. prasowe)
Toyota Previa (fot. mat. prasowe)

Czy za 5 tys. złotych można kupić sprawnego, pojemnego Vana? Można, ale należy liczyć się z tym, że prawdopodobnie będzie wyglądał tak, jak wyobrażacie sobie auto, którym straszy się dzieci w powiedzeniu „jak będziesz niegrzeczny to przyjedzie pan i Cie zabierze”. Można oczywiście kupić Fiata Multiplę, ale nie chcemy dawać rad, które uczynią z Was pośmiewisko. Nasz wybór to Toyota Previa pierwszej generacji. To van z centralnie umieszczonym silnikiem, który napędza tylną oś! Prosty w konstrukcji 4-cylindrowy motor może nie zapewnia rewelacyjnych osiągów, ale w połączeniu z manualną skrzynią biegów jest kombinacją nie do zdarcia. Co prawda wybór na rynku jest niewielki, ale przecież szukacie tylko jednego auta, a nie 20 stron wyników w wyszukiwarce. W przypadku Previi podobnie jak z innymi starymi Toyotami obowiązuje jedno kryterium – czy jeździ? Jeśli jeździ, a jej wygląd (stan techniczny, nie stylistyka) Was nie odstrasza to brać i cieszyć się wozem, który nie tylko pomieści 6 osób, ale też może służyć jako sypialnia czy bagażówka!

Student i kabriolet

VW Golf 3 Cabrio (fot. mat. prasowe)
VW Golf 3 Cabrio (fot. mat. prasowe)

Jeśli chodzi o kabriolety za piątaka, to również jest wybór! Na ten temat przygotowaliśmy specjalny poradnik, bo zakup kabrioletu wiąże się z kilkoma kwestiami specyficznymi dla tego typu aut. Ale jaki jest nasz numer jeden? Stawiamy na Volkswagena Golf 3/4 Cabrio. W 1993 roku premierę miał Golf  wspaniały III Cabriolet wyposażony w unikatowy pałąk przeciwkapotażowy. W 1998 roku Cabriolet został zmodernizowany, żeby być podobnym do Golfa IV, który był oferowany w aż do 2002. Pod względem technicznym oba auta są takie same. Zmiany ograniczają się do jednostek napędowych oraz wprowadzenia hamulców tarczowych z tyłu. Pod maskami „trójki” i „czwórki” Volkswagen oferował benzynowe jednostki 1.6 (100 KM), 1.8 (75 KM; 90 KM) oraz 2.0 (115 KM). To trwałe motory, a ich prosta konstrukcja korzystnie wpływa na koszty serwisowania, ale na dynamikę raczej nie ma co liczyć. Jedyny problem to dach, który może być wypłowiały lub sparciały – koszt nowego poszycia dachu – 2 000 zł. Używany stelaż – 100 zł. PS. warto też pomyśleć o “zwykłym” Golfie z twardym dachem lub wersją sedan Jettą. To tanie w eksploatacji i niezawodne samochody. Szukajmy silników MPI lub TDI.

Z napędem na tył

drift
BMW E36 (fot. Krzysztof Kaźmierczak / automotyw.com)

Chyba nie bardziej oczywistego wyboru. Jeremy Clarkson powiedział kiedyś, że prawdziwy „petrolhead” musi w swoim życiu chociaż raz mieć samochód Alfa Romeo. Czasy się zmieniły i uważam, że miejsce Alfy zajęło dziś BMW serii 3 z lat 90. Niezależnie od tego, czy wybierzesz „sedesa” (sedan). „kompota” (compact), „turasa” (touring) to będziesz zadowolony, bo ten samochód jest jakby zaprojektowany do dawania frajdy z jazdy (bokiem). Jest jeszcze kupeta (coupé) i kabriolet, ale tego za piątkę raczej się już nie znajdzie. Kupując taki bolid pamiętaj o sprawdzeniu linii dachu – jeśli ten jest pogięty, to oznacza, że to E36 dużo czasu spędziło driftując i konstrukcja długo już nie wytrzyma. Poza tym starajmy się znaleźć auto z jak najmniejszą ilością korozji. Polecamy praktycznie wszystkie benzynowe silniki. E36 będą często zmodyfikowane. Jedne lepiej inne gorzej – starajmy się zwracać uwagę na to, czy auto jeździ prosto i jak hamuje – niech ta zabawka będzie chociaż bezpieczna!

Student w aucie terenowym?

Łada Niva (fot. mat. prasowe)
Łada Niva (fot. mat. prasowe)

Błagamy, nie kupujcie auta terenowego za 5 tys. złotych. To sztuka prawie niewykonalna. Ale jeśli już musicie, to postawcie na coś ze wschodu… I nie chodzi nam tutaj o auta z Japonii. Nasz wybór to Łada. Firma Avtovaz rozpoczęła produkcję w 1977 roku i „klepali” ją tak do 1995, kiedy auto otrzymało lifting..Pojawił się silnik 1.7 litra na wtrysku, nowa deska rozdzielcza, fotele z lepszym trzymaniem bocznym oraz nowe tylne światła. W 2010 kolejne modyfikacje! Tym razem padło na lusterka zewnętrzne, kierunkowskazy i zegary. A co z bezpieczeństwem? ABS, poduszka powietrzna, może chociaż elektrycznie podnoszone szyby? Nic z tego. Ten samochód ma inne zalety jak prawdziwy-stały napęd 4×4 i blokadę centralnego dyferencjału. Jazda Nivą w terenie daje wiele radości, a na rynku youngtimerów wyróżnia się kultową karoserią. Jednak to, co dla jednych jest zaletą, dla innych może być wadą. Serwisowania będzie sporo, ale za to części są bardzo tanie. Najlepsze jest to, że Niva to jedyne „nowożytne” auto z Rosji, którym jazda nie jest obciachem, a wręcz jest całkiem cool! 

Auto, które spodoba się studentkom

Mini One (fot. mat. prasowe)
Mini One (fot. mat. prasowe)

My faceci, mamy to do siebie, że lubimy imponować naszymi autami. Z reguły zaimponowani są tylko inni faceci, ale my i tak głęboko wierzymy, że robimy to, aby przypodobać się płci pięknej. No i czy da się kupić jakieś auto za przysłownego piątaka, którym będziemy w stanie kupić sobie sympatię kobiet? Tak! Takim samochodem jest Mini. Mini Cooper R50 to jedyny brytyjski samochód na naszej liście. Jego Silnik 1.6 ma 90 KM (wersja ONE) lub 116 KM (Cooper). Mini był tak sztywny, że częstą usterką okazywały się wybijające się kielichy przedniego zawieszenia. Lifting zniwelował problem poprzez… zmiękczenie go. Teraz chyba rozumiecie, że Mini to może słodki samochodzik z zewnątrz, ale to naprawdę “hardcore-owa” konstrukcja. R50 ma kłopotliwą manualną 5-biegową skrzynię Getrag, ale mimo wszystko taką wersję polecamy, bo automat jest jeszcze gorszy. Za to do tego wozu istnieje również ogromna ilość części akcesoryjnych – tuning Miniaka to czysta przyjemność. Cooper to dopiero początek drabiny „gorących wersji”. Jeśli mamy spory budżet, to możemy kupić wersję Cooper S z silnikiem o mocy ponad 160 KM. Dla prawdziwych pasjonatów jest również odmiana Cooper S Works.

Wygodne z automatem – student też lubi komfort

Toyota Camry (fot. mat. prasowe)
Toyota Camry (fot. mat. prasowe)

Kto powiedział, że studentom nie należy się odrobina komfortu? Ale czy w budżecie, o którym rozmawiamy, da się w ogóle kupić duże auto segmentu E? A nawet jeśli się da, to czy ten samochód będzie nadawał się do jazdy? Tutaj znowu z pomocą przychodzi Toyota. Konkretnie mówimy o modelu Camry trzeciej (XV10) lub czwartej generacji (XV20). To auto było bestsellerem w USA i nie bez powodu do dziś jeździ tam mnóstwo takich Toyot. Dlaczego? Bo Camry jest po prostu nie do zdarcia. Pod maską starszej wersji znajdziemy 4-cylindrowy motor 2.2 (130-136 KM) lub 3-litrowe V6 (ok. 180 KM). Oba silniki są bardzo trwałe i jest duża szansa, że uda się kupić egzemplarz z instalacją gazową LPG. Młodsze wersje XV20 korzystają z tych samych (poprawionych) jednostek napędowych. Camry jest pojemna i ma ogromny bagażnik. Zasługa takiego stanu rzeczy to decyzja Toyoty o przednionapędowym układzie jezdnym, co zostawia wiele miejsca dla pasażerów i bagaży. Oprócz popularnej automatycznej skrzyni biegów w Camry możemy liczyć na takie udogodnienia jak poduszka powietrzna dla kierowcy i pasażera, ABS, automatyczna klimatyzacja, skórzana tapicerka. Są też elektrycznie sterowane szyby i lusterka, podgrzewane lusterka i fotele, tempomat czy komputer pokładowy.

Nie ma lipy

W tym artykule staraliśmy się pokazać propozycje aut, które nie zrujnują studenckiego budżetu ale też nie sprawią, że właściciele tych fur będą negatywnie postrzegani przez swoje otoczenie. Jednym słowem jeśli kupicie jedno z polecanych przez nas aut to “lipy nie będzie”.A jeśli 5 tysięcy to zbyt wiele, to przeczytajcie nasz poradnik o autach za tysiaka! Kochani studenci – powodzenia w nadchodzącej sesji!

Total
0
Shares