Japonia Włodarza. Top 5 moich ulubionych fur

Stworzyć tekst o moich ulubionych pięciu japońskich samochodach. Niby prosta sprawa. Przynajmniej trzy pierwsze miejsca nie stanowią dla mnie żadnego problemu, bo wokół tych modeli obraca się całe moje życie. Pozostałe dwa to spore wyzwanie. Bardzo dużo jest bowiem samochodów, które chciałbym mieć, ale trzeba się było na coś zdecydować. Trzy pierwsze miejsca to mój top od lat, pierwsze od najmłodszych. Czwarta pozycja to wynik wkręcenia się w japońską motoryzację i tylko w tym przypadku nie mam własnych zdjęć. To jedyne auto, którego nigdy nie widziałem na oczy. Zapraszam.

Kim jest Adam Włodarz, autor cyklu Japonia Włodarza?

1. Datsun Z

Datsun S30
W Wielkiej Brytanii ten samochód nosił nazwę Datsun S30 (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

To chyba największa motoryzacyjna miłość w moim życiu – Datsun S30. Wszystko zaczęło się od
Matchboxa w przedszkolu w latach 80. ubiegłego wieku. Takiego za dolara z Pewexu. To był
burgundowy Datsun 260Z. Dwa razy mi go w tym przedszkolu ukradli, a rodzice dwa razy mi go odkupili. Raz dokładnie w tym samym kolorze (pamiętam nawet jak wyglądało kartonowe pudełko z nim na obrazku), a za drugim razem czarnego z przyczepką i motorówką. Ten czarny przetrwał do dzisiaj i bawi się nim mój syn, razem z nowszym Hot Wheelsem.

Fairlady Z
Fairlady Z, czyli Datsun 240Z z USA (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Prawdziwym Datsunem przejechałem się dopiero jako dorosły, kilka lat temu. Był to dokładnie ten 240Z, którego możecie oglądać na zdjęciach. Auto z USA, bo przecież tam Fairllady Z odniosła największy sukces, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, chociaż siedziałem tylko na prawym fotelu. Niesamowite, że legenda młodości okazała się tak wspaniałym autem. Dzisiaj oczywiście podoba mi się już coś więcej niż tylko jej wygląd zewnętrzny – R6, napęd na tył i to fantastyczne wnętrze – totalnie spójne auto.

2. AE86

Toyota AE86
Toyota AE86. Prosty design, prosta konstrukcja, ale ceny tych samochodów wzrosły w ostatnim czasie bardzo mocno (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Od zawsze kochałem stare Toyoty z napędem na tył. Najbardziej chyba KE70, która jak byłem mały
przewijała się w polskim krajobrazie. Kilka razy próbowałem nawet kupić sobie taką Toyotę, ale za
każdym razem się z jakiegoś powodu nie udawało. Raz nawet chciałem zaszaleć i jechałem już po KE30, ale ktoś o parę godzin mnie ubiegł. Dzisiaj mam AE86 (póki co są to niejeżdżące puzzle). I tu trzeba postawić kropkę. Kiedyś nawet bałem się o niej marzyć. Królowa tylnonapędowych Corolli, ostatnia z rodu, a do tego najbardziej kultowa. To taki samochód, który jak się gdzieś pojawi od razu kradnie cały show. Niby nic szczególnego, ot typowy shitbox z lat 80., ale za każdym egzemplarzem stoi jakaś historia. Moje AE86 jest w Polsce od 1992 roku, a na yt zachowały się filmy jak poprzedni właściciel lata nią bokami po śniegu. Niesamowita jest koncepcja tego auta: świetny wolnossący silnik, napęd na tył, szpera, bardzo niska masa. Dzisiaj hachi roku sporo kosztuje (jak na starą zardzewiałą Toyotę), ale w latach świetności jego niska cena spowodowała, że driftował po przełęczach, budując swoją legendę. Najlepsza fura z Japonii z lat 80.

szpera
Japoński przepis na legendę: Niska masa, napęd na tył, wolnossak, RWD i szpera (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

3. Nissan Silvia PS13

SR20DET
Nissan Silvia S13, najlepszy z SR20DET (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

S13 w najbardziej kultowej, bo niedostępnej u nas wersji – 2doors. W tym aucie mi się wszystko zgadza. Lubię hatchbacki z pop-upami, które jako 200SX były dostępne w Europie, ale ta japońska Silvia, robi mi czterdzieści razy bardziej, a ma takie samo, stworzone do latania bokiem podwozie. Oczywiście najlepiej, gdy pod maską jest SR20DET, ale nawet jak siedzi tam wolnossak to i tak jest to totalnie wspaniały samochód.

Nissan Silvia tył
Młodość, wolność, RWD i klasyczne kształty (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Na starych VHS-ach z japońskich przełęczy to właśnie jeden z popularniejszych modeli koło wspomnianej Toyoty AE86. Kolejne auto kojarzące się z młodością i brakiem ograniczeń. Do tego tak bardzo japońskie, że chyba bardziej już się nie da. Silvia to także trzecie auto w tym zestawieniu, które ma napęd na tył. Ale mam też kilka 4×4.

4. Nissan 400R 4doors by Autech

400R 4doors by Autech powstał tylko w jednym egzemplarzu (fot. Nissan)

Skyline R33, długo był określany jako ten najbrzydszy wśród Skajów. Mnie osobiście najmniej podoba się jego następca, który do tego znany jest przede wszystkim z filmu, a nie z sukcesów na torach. R33 w wersji GT-R ustanowił kiedyś rekord na Północnej Pętli Nurburgringu, był też widziany na Pikes Peak i to w czasach kiedy nie było tam jeszcze asfaltu. W wyścigach też się pojawiał, m.in. podczas 24-godzinnego Le Mans. Miłość do R33 zaowocowała tym, że miałem kiedyś jeden egzemplarz coupe. Był on co prawda po mocnych przejściach a do tego miał wolnossący silnik, ale i tak dawał frajdę. Prawda jest jednak taka, że moje największe marzenie ma cztery drzwi i nigdy go nie zrealizuję. Niestety R33, za którego oddałbym moje AE86 i nerkę powstał tylko w jednym egzemplarzu. 400R 4doors by Autech to niezwykły przykład współpracy dwóch słynnych firm tuningowych – Nismo i właśnie Autech. Ta pierwsza rozwiercała motor z BCNR33 do 2,8 litra i tworzyła legendarny model 400R, druga budowała czterodrzwiowe GT-R’y (używała ich nawet japońska policja).

Żółty Skyline GT-R
Żółty Skyline GT-R z czterema furtkami? Hello? (fot. Nissan)

Z okazji 40-lecia Skyline’a na krótką chwilę firmy połączyły swoje siły i powstał jeden z najbardziej odjechanych projektów R33. 400R z czterodrzwiowym napędem w kolorze żółtym.

Jakie egzotyki z Japonii jeżdżą po Polsce?

5. Mitsubishi Lancer Evo Tommi Makinen

Evo 6.5
Limitowana wersja nazwana nazwiskiem mistrza, czyli Evo 6.5 (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Fiński kierowca zdobył 4 razy tytuł Mistrza Świata w rajdach z rzędu. Za każdym razem za kierownicą Mitsubishi Lancera Evo. A ja siedziałem przed telewizorem i obgryzałem paznokcie. Ale też takie auta, oczywiście nie A-grupowe, tylko N, latały w latach 90. po polskich OES-ach. Widziałem je też na żywo, jak lecą lasem na pełnej. Evo 5 i 6 robiło na mnie wtedy kolosalne wrażenie. Po latach miałem okazję pojeździć przez kilka dni najbardziej kultowym Evo, czyli szóstą generacją w limitowanej wersji, nazwanej nazwiskiem mistrza. Ten samochód zwyczajowo nazywany jest Evo 6.5. Żadne Subaru, z całym szacunkiem do tej marki, nigdy mnie tak nie zmiażdżyło prowadzeniem i frajdą z jazdy. Widok tego wielkiego spoilera w tylnym lusterku to też coś niezapomnianego. Evo 6.5 na zawsze pozostanie w moim sercu, bo do garażu z uwagi na chore ceny, już raczej nigdy nie trafi. Pewnie można by dalej wyliczać, ale miało być 5 najbardziej pożądanych przez mnie japońskich shitbox’ów.

Mitsubishi Lancer Evo
Niejeden za garaż z taką zawartością oddałby niemal wszystko (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Zobacz motoryzacyjne cuda z Japonii, o których nie słyszałeś!

Total
1
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *