Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Subskrybuj
Subskrybuj nas

Zapisz się na nasz newsletter

Test Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid – ostatnie takie Suzuki

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)

To prawdopodobnie ostatni Swift. Jego następca będzie już rebrandowaną Toyotą Yaris. Test tego jakże fajnego samochodu musi być więc nieco nostalgiczny, ale nie będziemy oszczędzać tego modelu, bo co tu dużo kryć – zestarzał się! Na szczęście wciąż jest fajnym miejskim samochodem.

Klasa B przestaje się w Europie opłacać, wypierają ją crossovery i mniej się na niej zarabia, co spowodowane jest także koniecznością montowania coraz droższych systemów. Producenci szukają oszczędności, i tylko niektórzy oferują nowe modele klasycznej klasy B.

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Suzuki Swift ma zgrabną sylwetkę z ciekawie zaprojektowanym słupkiem C (fot. Adam Włodarz/ Automotyw.com)

Wiele wskazuje na to, że Suzuki nie będzie miało już w ofercie Swifta własnej roboty, albo zastąpi go Toyotą Yaris z innymi znaczkami, albo przestanie oferować w Europie. Nie, żeby Yaris był zły, ale różnorodność na rynku miała swoje plusy. Pewnie dlatego najnowszy Swift jest raptem wersją po liftingu, a nie nowym modelem. Prezentowana szósta generacja modelu jest z nami od 2017 roku, czyli pięć lat. Najnowsze wcielenie Swifta otrzymało system miękkiej hybrydy 12V. oraz drobne zmiany kosmetyczne. Dodatkowe 50 Nm dokładnie, które płyną z samowystarczającego małego silnika elektrycznego. Jest on tak mały, że nie da się tu jeździć tylko na prądzie. Z oferty zniknął niestety mój ulubiony silnik R3 1.0 Turbo/111 KM.

Suzuki Swift 1.2 kosztuje od 61,5 tys. zł, a prezentowana wersja Elegance to bazowe 71,5 tys. zł. To bardzo zbliżone ceny do tych z ulubionego przez Polaków auta tego segmentu, czyli Skody Fabii, ale w jej przypadku za nieco ponad siedem dych możecie mieć wersję o mocy 110 KM (Suzuki ma ich 83). To też dużo więcej niż za Dacię Sandero, która robi to samo co Suzuki, ale dużo taniej.

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid – wciąż dobrze wygląda!

Wysoko umiejscowiona klamka tylnych drzwi – dzieci mogą tego nie polubić (fot. Adam Włodarz/ Automotyw.com)

Jedno się nie zmieniło – Swift bardzo dobrze się prezentuje. To w dużej mierze zasługa pięknego lakieru i faktu, że auto jest dwukolorowe. Kilka razy słyszałem – jaki ładny samochodzik. Rozumiem te opinie, SUV-y są zazwyczaj brzydkie… widzą normalne auto segmentu B, przypominamy sobie, że samochody mogą być ładne.

Otwieranie klapki wlewu nie zmieniło się od kilkudziesięciu lat (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Suzuki, mimo pięciodrzwiowego nadwozia, klamki tylnych drzwi ukryło w słupku, co poza tym, że niezbyt praktyczne – dobrze wygląda. Jeśli jesteśmy przy praktyczności – japońskie otwieranie klapki wlewu paliwa z kabiny to jest oldskul, podobnie jak fakt, że mamy tu wciąż zakręcany zbiornik paliwa. Na szczęście Suzuki mało pali i nie trzeba zbyt często korzystać z tego urządzenia.

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid – starość czuć w kabinie!

 Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Całkiem przyjemne fotele i mooorze plastiku… (fot. Adam Włodarz/ Automotyw.com)

Nieco gorzej jest, gdy wsiadamy do środka. To nawet nie chodzi o morze taniego plastiku, które znajdziecie w tym aucie i o słabe wygłuszenie, ale… o ogólne wrażenie. Dziesięć lat temu takie wnętrze to by było coś, pięć lat temu można by napisać, że Swift jest konkurencyjny, ale w 2022 roku konkurencja jest już dużo dalej. Skoda, Hyundai, Ford, Seat – w małych autach tych producentów jeździłem w ostatnim czasie, ich wnętrza są po prostu nowoczesne. System multimedialny Suzuki jest zupełnie oldskulowy. W tym aucie nie da się odpalić streamingu muzyki z telefonu przez Bluetooth (a przynajmniej mi się nie udało). Inny przykład – podgrzewanie foteli. Wielki przycisk – ok, nie trzeba szukać podgrzewania w menu komputera, niestety tylko jeden program pracy i działanie zero-jedynkowe: albo nie działa, albo chce Cię upiec.

  Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Kamera cofania z jakością obrazu typową dla japońskich aut… (fot. Automotyw)

Są jednak przejawy nowoczesności – system ostrzegający o tym, że zaraz w coś wjadę. Działa np. po wjechaniu w boczną uliczkę z zaparkowanymi po bokach samochodami. Dobrze go skalibrowano, bo już nie hamuje w dziwnych sytuacjach (tak było w 2017 roku). Skokowa regulacja oparcia foteli, inni też to mają, ale nie lubię, bo zawsze moje ustawienie jest gdzieś pośrodku tego, co wymyślił producent i muszę się ratować podnoszeniem siedziska.

  Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Prostota obsługi – są tacy, którzy to docenią (fot. Adam Włodarz/Automotyw)

Są plusy tego oldskulu – obsługa jest dość prosta, mamy przyciski manualne, brakuje jedynie gałeczki od głośności radia. Po kilku dniach jazdy szybko zapomina się o tym wszystkim i korzysta ze Swifta, tak jak trzeba korzystać z miejskiego auta i wtedy gra się zmienia!

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid – bardzo fajnie jeździ

  Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Hybrydowe 1.2 mało pali (fot. Adam Włodarz/Automotyw.com)

Niestety moje spojrzenie na ten model, zostało zakłócone przez doładowany trzycylindrowy silnik, dlatego w pierwszym momencie 1.2 R4 z małą hybrydką mi się nie spodobał. Zbyt spokojny, za bardzo trzeba kręcić, żeby jechał… Ale im dłużej nim jeździłem, tym moje zdanie ulegało zmianie. Przede wszystkim czuć to małe wspomaganie elektryki od najniższych obrotów, tam gdzie jednostka najbardziej „nie jedzie”. To naprawdę fajne i w zupełności wystarczy do sprawnego poruszania się, bez kręcenia motoru wysoko. Do tego wyraźnie czuć było, że bateria jest doładowywana, gdy zdjąłem nogę z gazu (mini efekt hamowania silnikiem, pomimo wysokiego biegu). Nie jest to denerwujące, bo jest ze stałą siłą i bardzo przewidywalne, co po jeździe hybrydami Renault, wcale oczywiste nie jest. Do tego Swift Hybrid mało pali – w Warszawie średnio wyszło 5,9 l/100 km, a kawałek za miastem (ograniczenia 60-70 km/h), spadło do 5,4 l/100 km. Gdyby jeszcze Suzuki miało szósty bieg i lepsze wyciszenie, można by się pokusić o jeżdżenie nim tras.
O ile napęd oceniam wysoko to już podwozie nieco gorzej. Przyciśnięte do muru Suzuki, wyjeżdża przodem, ale to dość normalne w przypadku tego typu samochodów. Dużo bardziej przeszkadza mi jednak średni styl, z jakim zawieszenie radzi sobie z poprzecznymi nierównościami. No ale tego już Japończycy nie poprawią, jeśli następcy Swifta ma nie być.

Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid – podsumowanie

  Suzuki Swift 1.2 Dualjet Hybrid (fot. Automotyw)
Wszystko świetnie, tylko może nie za tyle pieniędzy… (fot. Automotyw)

Choć narzekałem na Swifta, mógłbym go mieć. Może nie z salonu za ponad 70 tys. zł, ale już z rynku wtórnego – tak. Na miasto to idealne auto, którym świetnie się jeździ, a do tego mało pali. Gdyby to było auto używane, nie miałbym zastrzeżeń. Jako model z salonu, niestety trochę brakuje mu do konkurencji, choć wygrywa niezaprzeczalnym urokiem.

Po publikacji materiału otrzymaliśmy informację od SUZUKI MOTOR POLAND SP. Z O.O. nawiązującą do dywagacji autora na temat zastąpienia Swifta Toyotą Yaris na licencji:

Nie jest planowane wprowadzenie Toyoty Yaris ze znaczkiem Suzuki. Nie posiadamy również informacji o wycofaniu Swifta z oferty sprzedaży.

Total
0
Shares